Państwo Kościelne Rotria

Pełna wersja: Pielgrzymka pokutna - dzień VII
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pielgrzymka pokutna
Dzień VII

[Obrazek: 870px-Kramskoi_Christ_dans_le_désert.jpg]

Siódmego już dnia swej surowej pokuty, ks. Aurelio przybywa do kolejnego uświęconego miejsca, Asyżu na granicy Rotrii i Mediolanu. Miejsce to od wieków wsławione jest postaciami śś. Franciszka i Klary, za których wstawiennictwem pokutujący będzie się modlił o łaskę dla całego Kościoła. Wizytę w Asyżu rozpoczyna od spaceru po urokliwym miasteczku, w czasie którego modlił się na różańcu. 

[Obrazek: Asyz_miasto_shutterstock_142706023.jpg]

Po krótkim spacerze, odwiedza Bazylikę pw. św. Franciszka, gdzie wraz z innymi wiernymi modli się litanią do tego Świętego. Prosił Boga o najpotrzebniejsze łaski dla Świętego Kościoła Rotryjskiego, jego pasterzy i wiernych, a również za jego nieprzyjaciół i błądzących, o przemianę dla ich serc. 


Po modlitwie u św. Franciszka, przeszedł do kolejnej świątyni, do Bazyliki pw. św. Klary. Modlił się tam w tych samych intencjach, również litanią do świętej. Po ucałowaniu i adoracji Jej relikwii, odprawił przy ołtarzu bocznym Mszę Świętą za Kościół Święty.    

[Obrazek: msza-trydencka.jpg]


Po Mszy Świętej, wygłosił do zebranych kilka słów homilii.  


Cytat:
Siostry i Bracia! 

(...)Ewangelia św., najmilsi bracia, kreśli nam obraz Kościoła św. i wszechwiekowej jego doli. Łódka na wzburzonych falach – to Kościół; morze – to świat, co nawałnościami tysiącznych prześladowań uderza o ściany łodzi Piotrowej. A podczas gdy Kościół uciśniony i rzekłbyś na zagładę wydany – Chrystus Pan, jak ongi na morzu, spać się nam zdaje. Piętrzą się fale, a nie rozbrzmiewa wszechwładne Jego słowo, które by poskromiło burze i pęta nałożyło bałwanom; Kościół niemal upada pod brzemieniem klęsk i niebezpieczeństw, a Chrystus zdaje się nie wiedzieć o jego walkach i trudach, zdaje się i dzisiaj jak niegdyś na dnie łodzi spać spokojnie.

 
Ale, najmilsi moi, jeżeli ta myśl mimo woli do serca nam się ciśnie, to wiedzmy, że małoduszność, że małowierność ją rodzi. Pan bowiem nie śpi, chociaż spać się zdaje, ale czuwa nad Kościołem swoim; Wódz nasz nie leży bezsilny, ale wszechmocne ramię Jego zawsze nam jest ku pomocy. Wydając Kościół na piekielne napaści, pragnie Pan Jezus doświadczyć swoich wiernych, wypróbować stałości ich w wierze i miłości Bożej, a zarazem chce pokazać pysznemu a głupiemu światu, że w pogardzonym przezeń Kościele kryje się i działa wszechmoc Boża; że najwścieklejsze szturmy bram piekielnych skończyć się muszą tryumfem Kościoła, a porażką jego wrogów; że burze i nawałności miną, a łódź Piotrowa spokojnie i zwycięsko po falach popłynie. Dlatego, im silniejsze burze, im groźniejsze szturmy, tym piękniej i potężniej objawia się miłość Chrystusowa ku Kościołowi św.
 
Jakaż to więc za dni dzisiejszych dla serc naszych pociecha, jaka ufność do dusz naszych wstąpić powinna, gdy w oczach naszych łodzią Kościoła św. groźna miota nawałnica!
 
Widzimy naocznie, jak sojusznicy Antychrysta gromadzą pod chorągiew swoją niezliczone zastępy samychże dzieci Kościoła, prowadzą je do boju przeciw własnej matce. Uzbrojone w fałszywą, błyszczącą a płytką mądrość, która zmysłom schlebia, samolubstwu i namiętnościom ludzkim dogadza, pychą nadyma i złudnymi obietnicami durzy, ciągną te tłumy przeciw nauce Chrystusowej i jej stolicy, Kościołowi św. Bój wre na całej linii. Zewsząd Kościół napadnięty. Ale czy to nas ma trwożyć? czy nam potrzeba się obawiać? Tak jest. Powinniśmy się bać o siebie samych; lękać się powinniśmy o nasz rozum, aby na lep błędu nie poszedł, o nasze serce, aby do fałszywych dóbr nie przylgnęło, o nasze męstwo, aby go nam nie zabrakło, o naszą stałość, aby się nie zachwiała, o naszą koronę niebieską, aby nam jej nie wydarto. Lecz o Kościół – o Kościół św. się nie bójmy. Ten, który rozkazał wiatrom i jednym skinieniem swej woli wielkie sprawił na morzu uciszenie, Ten i dzisiaj poprzez wszystkie boje prowadzi swój Kościół, a prowadzi do tryumfu. a) Ustawiczna walka, jaką Kościół stacza, przeciwieństwo, jakie na świecie spotyka – to znamię obecności Chrystusa w Kościele. b) Zwycięstwa i tryumfy, jakie w tej walce odnosi – to dowód Bożej żywotności Kościoła. Oto przedmiot dzisiejszego kazania.
 
Lecz najprzód padnijmy na kolana przed Tą, która i Założyciela Kościoła zrodziła, i powstający Kościół wypiastowała i walczący macierzyńską opieką swoją otacza. Ożyw w nas, Matko Najświętsza, uczucia czci, miłości i wierności dla Kościoła św. Zdrowaś Maryjo.

Nie ma wspanialszego, bardziej bijącego w oczy dowodu boskości Kościoła, jak nienawiść, jaką świat pała ku niemu. Przypatrzmy się nieco bliżej charakterystycznym jej rysom. Nie jest to bynajmniej owa zwykła nienawiść, z jaką fałsz prześladuje prawdę, z jaką rozpusta miota się na niewinność, z jaką występek obrzuca cnotę; jest to nienawiść szczególna, tak wyłącznie Kościołowi właściwa i tak jedynie jemu przez świat oddawana, że gotowi ludzie zaprzeczyć mu wszystkich boskich znamion, gotowi go obedrzeć z wiekowych praw i przywilejów, ale jednego mu nie odmawiają, owszem hojną oddają mu miarą, to jest: nienawiść – nienawiść powszechniejszą i głębszą nad wszystkie inne nienawiści.
 
Patrzcie na wszystkie inne sekty i stowarzyszenia religijne. Cokolwiek wyznają, jakiekolwiek noszą miano, cieszą się zupełnym, niezamąconym spokojem. Czy mądry nasz wiek zwrócił kiedy swoje szyderstwa i pogardę przeciw religiom Indian, Japończyków, Chińczyków? czy świetna dzisiejsza oświata pozwoliła sobie wyśmiać, spotwarzyć wyznania Mahometan lub Żydów? Bynajmniej. Owszem, nawet wśród sekt chrześcijańskich, które po części tę samą, co Kościół Chrystusowy, wyznają naukę, tych samych używają Sakramentów, tego samego wielbią Zbawiciela, nie ma ani jednej, którą by świat ogólną nienawiścią otaczał, nad której zagładą tak usilnie by pracował, jak nad zagładą Kościoła. Kto dziś walczy przeciw protestantom w Niemczech i Anglii? Kto zwalcza rosyjską schizmę, kto wschodnich sekciarzy? Nikt. Wszystkie sekty, wszystkie wyznania w spokoju; z jedną tylko wiarą katolicką nie ma sojuszu, jednemu tylko Kościołowi wojna wydana na zabój. I w tej walce świat, zresztą niezgodny, szereguje się i skupia w zwarty szyk bojowy; wrogie stronnictwa podają sobie dłonie; milkną międzynarodowe waśni; nieprzyjazne sekty zapominają swych sporów, przeciwnicy zamieniają się w sprzymierzeńców, bo wiedzie ich jedna wspólna a potężna nienawiść, górująca nad prywatnymi niezgodami, nienawiść ku Kościołowi św. Stąd dziwny widok. Świat podzielony jest na dwa tylko obozy. Z jednej strony Kościół katolicki – sam; z drugiej wszyscy niewierni, heretycy, odstępcy – ci, co jeszcze fałszywą wiarę zachowali i ci, co z wszelką wiarą rozbrat już uczynili; wszyscy ochrzczeni i nieochrzczeni poganie. A w tym obozie, zgoda, jedność dążności i planów, choć na pozór nic ich nie łączy. Ale w istocie jest jedno uczucie, które ich jednoczy – to nienawiść ku Kościołowi: jest jeden cel, który ich zespala – zagłada Kościoła. A teraz pytam: Po której stronie stoi Bóg? po której stronie stoi Chrystus? Może wrogom Kościoła sprzyja? może ich wspiera i im błogosławi?
 
O bynajmniej! Jakżeby bowiem mógł Chrystus być sprzymierzeńcem tych, co nim pogardzają, którzy z Ewangelii Jego się śmieją, którzy wszelką wiarę precz odrzucają, a często samemu Bogu zaprzeczają istnienia. Czy Bóg prawdy może tam mieszkać, gdzie w religijnych przekonaniach największe panują sprzeczności? Czy Bóg miłości i dobroci może być tam, gdzie ustawiczna rozterka, a węzłem jednoczącym – nienawiść? Nie. To być nie może! Prawda Boża jest jedna, jak Bóg jest jeden; a w obozie wrogów Kościoła co jeden uważa za mądrość, to drugi odrzuca jako fałsz; co jeden uważa za mądrość, to drugi głupstwem mianuje; czemu jeden oddaje hołd i uwielbienie, to drugi obrzuca pogardą i szyderstwem. Jeżeli więc prawda Boża jest jedna, czyż może nią być ów zamęt sprzecznych zdań i przeciwnych wierzeń? A jeżeli prawdy nie ma po ich stronie, czyż po ich stronie może stać Bóg?
 
A jakież uczucia rządzą tymi ludźmi? Oprócz wspólnej nienawiści, która ich łączy do walki z Kościołem, w sercu ich panuje zimna obojętność dla Boga i Jego chwały, sprośna miłość uciech cielesnych, nienasycona żądza bogactw i chwały u ludzi. Czy zaś może być, aby Chrystus mieszkał w sercu, gdzie takie uczucia władną? Czy może Chrystus łaską swoją wspierać obóz takimi pragnieniami przejęty? Widzimy wszyscy, że to niepodobna.
 
Ale ta niemożliwość w jaskrawszym jeszcze świetle nam się ukaże, gdy przyczyny onej powszechnej nienawiści ku Kościołowi zbadamy. Może Kościół jest zgubą dla świata? Może szczęściu jego przeszkadza, może nad ruiną jego pracuje? O nie! Nic takiego nigdy świat Kościołowi nie dowiedzie. Zbyt wymownie to głoszą owe świetne wieki prawdziwej chrześcijańskiej oświaty, które świat przeżył, gdy dał jeszcze Kościołowi prowadzić się za rękę i z ciemnego barbarzyństwa przerabiać w cywilizowane społeczeństwo. Więc nie wroga swojego szczęścia świat nienawidzi w Kościele! To, co nienawiść jego obudza i zaciekłą ową walkę podnieca, to są prawdy, które Kościół głosi, to nauka, którą opowiada, to moralne prawa, które nakłada i których strzeże. Gdyby nie uczył Kościół, że człowiek od Boga pochodzi, że dla Boga jest stworzony, że dla Boga żyć i działać, dla Boga cierpieć i pracować ma na ziemi, że w Bogu jedynie wieczne znajdzie szczęście, jeżeli dla Boga dobrami tej ziemi gardzi – gdyby Kościół tego nie uczył, o! nie byłby przedmiotem nienawiści. Ale tych to właśnie świętych i wzniosłych prawd znieść świat nie może, przeciwko nim wymierza pociski złości i szyderstwa.
 
Lecz czyż to podobna? pomyśli sobie niejeden. Któż może rozumnie nienawidzić tych prawd, które są całym szczęściem naszym? Czyż nie piekło tylko, szatan i poplecznicy jego? Tak jest, najmilsi. Oni to jedynie nienawidzą pokory, wstrzemięźliwości, czystości, zaparcia się miłości własnej, umartwienia, wzgardy świata razem z jego pychą i zwodniczymi ponętami; piekło to jest ogniskiem owej nienawiści, a kieruje ją tam, skąd płyną jak ze zdroju te czyste, święte nauki – na Kościół Boży.
 
Jeżeli więc obozem wrogów Kościoła piekło rządzi, piekło nienawiść w nim roznieca, to Bóg czy może być z nimi? Nie. Bóg nie walczy po stronie prześladującego świata, ale po stronie prześladowanego Kościoła; Bóg nie stoi po stronie oprawców, ale po stronie męczenników; nie bierze w obronę nienawiści, ale tę miłość, która gotowa wszystko oddać dla Niego; nie zawiera sojuszu z występkiem, ale z cnotą, która umie dla Boga żyć i Boga wyznawać choćby wśród mąk i katuszy. Tak, najmilsi! Powszechna walka, jaką świat toczy z Kościołem, jest najpiękniejszym dowodem, że Bóg jest w Kościele. Ta walka bowiem jest owym odwiecznym bojem szatana przeciw Bogu, piekła przeciw królestwu Chrystusowemu, bram piekielnych przeciw tej opoce, na której Chrystus Pan Kościół swój zbudował. Niechże więc wre walka z Kościołem; tym większa będzie jego chwała, tym świetniej zajaśnieje w oczach całego świata boski jego początek; niech prześladowanie coraz szersze przybiera rozmiary, tym potężniej okaże się pełność prawdy i żywotnej siły w Kościele Bożym zawarta. Nawałnice prześladowań miną i nic Kościołowi nie zaszkodzą; a jeżeli co od niego oderwą, to tylko spróchniałe gałązki, które już od dawna owoców nie niosły i piękność Kościoła szpeciły.
 
Taki będzie skutek walki z Kościołem. My zaś z oczami w tę niezawodną przyszłość utkwionymi szukajmy w walce, jaką świat Kościołowi wydaje, pobudki, aby Kościół nasz święty coraz bardziej miłować, jemu całkowicie się oddać, dla niego żyć i umierać. Ta walka bowiem jest znamieniem, że nasz Kościół jest prawdziwym Bożym Kościołem. Powtarzajmy przeto za Apostołem Pawłem: Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej i miłości Kościoła świętego? Utrapienie czyli ucisk, czyli głód, czyli nagość, czyli niebezpieczeństwo, czyli prześladowanie, czyli miecz... Pewienem, iż ani śmierć, ani żywot, ani aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa, ani teraźniejsze rzeczy, ani przyszłe, ani moc, ani wysokość, ani głębokość, ani inne stworzenie nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym.


Gdy wszyscy się rozeszli, pokutujący pozostał samotnie w bocznej kaplicy, aby kontynuować swą modlitwę.

[Obrazek: asyz-8.jpg]

Amen.