Państwo Kościelne Rotria

Pełna wersja: Niepisany zwyczaj piśmiennego Manciniego
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3
Ecclectissimi ac Referendissimi,
Fratres et Soores,

niepisaną tradycję rozpoczął kędyż Wielebny Mancini, obstawiając możliwości objęcia Złotego Tronu. Zwyczaj ten niepisany zawsze pojawiał się w momencie ciekawym, tajemniczym, niespodziewanym obrad konklawe. Jako iż nie jestem w Kolegium i nie mam wiedzy na temat tego co się dzieje na konklawe mogę tylko przypuszczać z własnego doświadczenia. Czy są to przypuszczenia pewne? Nie sądzę. Nie mam wiedzy na temat aliansów i mezaliansów między poszczególnymi kardynałami. Ale, jak mówi sławetne łacińskie przysłowie: Historia magistra vitae est, posłużę się wiedzą ogólną, dostępną dla wszystkich, aby opisać pewne odczucia towarzyszące. Wpis ten też nie ma na celu wywołania jakiegokolwiek wpływu na członków kolegium, absolutnie. Nikogo za rękę nie trzymam i nie wskazuję na kogo ma ta dłoń święta wskazać. Niemniej opinia publiczna powinna wiedzieć, jak historia miewała się w różnych aspektach życia społecznego.

Banda pięciorga - walka trójki - preferiti jeden

Wykluczę nasamprzód z bandy pięciorga (zwanej także Kolegium Kardynalskim) dwójkę, która raczej nie będzie spodziewać się tiary, a więc ich swoim językiem okrutnika nawet dotykać nie będę. Pierwszy jest Eminencja von Salza, który nie ma ni prezbiteratu, ni episkopatu, więc jakichkolwiek szans na tiarę nie ma oraz Eminencja de Medici y Zep. Dlaczegóż on? Z tego co wiem nawet gdyby wybrano go na Tron Pawłowy, odmówiłby z powodu braku dopuszczalnej liczby czasu na Rotrię (via sytuacja Klemensa IV we wrześniu 2019 r.). Tych dwóch więc odpuszczam, zajmę się zaś pozostałą trójką - Orańskim, Drederem, i moim ulubionym - gremlinem Piccolominim. Piccolimini zaś, Eminencja z bożej łaski (co warto wyczytać w jego biogramie, który czasami jest dłuższy niż niejedna unijna ustawa... A wartości tekstualnej mają tyle samo - a więc nic) wedle głosowania mieszkańców i nie tylko (ponawiam pytanie o szczerość głosowania) jest tzw. preferiti, a wiec ma największe szanse na zostanie następcą Papa del sorriso, Jana I.

Niedoprecyzowana polityka Alberta Orańskiego - wnuk Wilhelm

Nie chcąc obrażać Wielkiego Alberta Orańskiego (tak znienawidzonego przez znanego nam Piccolominiego, o ironio), Wilhelm nie byłby dobrym kontynuatorem jego myśli - a więc myśli przewodniej rodu Orange-Nassau. Przyznaję, bo sam ją podpisałem, że ustawa gospodarcza była strzałem w dziesiątkę i gdyby weszła prędzej, Rotria na pewno lepiej by się rozwijała. Eminencja Wilhelm miał jeden nietrafiony pontyfikat, storpedowany przez refleksję obecnego arcybiskupa Sieniawskiego. "Pontyfikat" jakże nietrafionym słowem, ale "czas rządów" uznałbym za aktywny - ale dość mdły. Nic ważnego i wielkiego, prócz afery małżeńskiej, się nie wydarzyło. Wobec tego oraz rządów kamerlingowskich stwierdzam, że Wilhelm miałby szansę zostać Patriarchą, ale byłby aktywny - i nudny, a przez to Rotria pochłonęłaby się w marazmie. Nie ma inicjatywy, nie ma pomysłów na rozbudzenie Rotrii. I przez to Rotria byłaby dobrą kolumną w muzeum, a nie rozwijającą się perłą. A tego chyba nie chcemy. I choć Jego Wysokość Maurycy u boku Wilhelma jest ogromnym atutem dla funkcjonowania państwa nuda zabiłaby nas wszystkich. A w szczególności najmłodszych. Wysoka klasa nie jest udostępniona wszystkim, a przez to zamyka się w elitarnym gronie, nudząc resztę. Co więcej spór - choć byłem przeciwnikiem sporów - na lini Orańscy-Medyceusze + przyjaciele - może przynieść wiele niekorzyści dla Rotrii. Wilhelm nie ma talentu danego Albertowi, by prowadzić kraj dalej. Po prostu nie ma pomysłu jak go prowadzić... i gdzie. No chyba, że po omacku i w ciemności. 

Monarchofaszyzm Pioleonistyczny - Dreder

Przechodząc do Eminencji Dredera wspomnę, że nie będę odwoływał się do czasów schizmy i rządów Benedykta I - to była inna epoka, inne czasy - trudniejszy klimat, dlatego ten wątek pominę. Wieloletni kardynał, z wieloletnim stażem, z wieloma przyjaciółmi... Czy aby wiernymi do końca? Tego nie wiem. Dreder ma za sobą udany pontyfikat Piusa Leona I, reformatora - Ojca Reform, jak sam go nazwałem. I zgadzam się z tym, że Dreder ma wizję, jak Rotria powinna kroczyć. Ma też wiele pomysłów, z których sam wiele skorzystałem jako Jan I i okazały się strzałem w dziesiątkę. Mimo to uważam, że Dreder nie powinien wkroczyć na tron Pawłowy. Dlaczego? Jego problem z aktywnością przysparzałby dużych problemów (jak i moja absencja w grudniu 2019 r.), ale również jego monarcho faszystowskie zapędy - tak ma być i już, basta, nie ma dyskusji. A nie taka jest Rotria. Należy o niej rozmawiać, dyskutować, wzbudzać refleksję. Eminencja Nicolo słucha rad innych, ale mało się do nich stosuje. Woli działać sam, tak jak on chce. Tylko w pojedynkę - zdziałamy... gówno. Owszem, małe, śmierdzące gówno. A nie o to chodzi. I czasami Dreder tego nie rozumie. I wielokrotnie jako Pius Leon I sam naciskał na pewne zmiany widoczne jego okiem - wizjonerskim. I choć pomysł dobry, to z wykonaniem będzie ogromny problem. A w połączeniu z jego absencją byłby to ogromny problem. Jak i co robić? Skoro nie ma szefa? Sam nie wiem. Znam też podejście Dredera do Orańskich... No cóż, w połączeniu z wybuchowym Wieniawą byśmy mieli wojnę atomową. A tego nie chcemy.

Mój ukochany Gremlin - Piccolomini

Najwięcej miejsca poświęcę Eminencji Piccolominiemu, mojemu gnuśnemu i pysznemu Gremlinowi, któremu brak pokory. Wyobraźcie sobie Koreę Północną, albo Rumunię lat 60' XX wieku - kraj Ceausescu. Wszędzie wiszą portrety pewnego Gremlina, jakże zadufanego w sobie, z wielkim zakresem zwycięstw i pokazów - Gremlin z dziećmi z kwiatami, Gremlin z łopatą buduje pierwszy kanał, Gremlin salutuje wojsku, Gremlin jako Ojciec Państwa i Świata... Już czuć wspaniały zapach Międzynarodówki. Witam w Państwie Kościelnym Rotria pod rządami Patriarchy Gremlina I - a więc Eminencji Piccolominiego. Obraz znajomy prawda? I taka będzie rzeczywistość. Jako iż i Dreder i Orański mają w sobie krztę pokory i samorefleksji, tak ów umiłowany kardynał, którego wielbią narody, uczelnie i państwa (wystarczy poczytać jego pompatyczny autobiogram, by dowiedzieć się, jak wiele i niewiele, bo w sam raz, uczynił kardynał od siedmiu boleści), nie ma ani milimetra autorefleksji nad swoim zachowaniem i non stop popełnia te same, fundamentalne błędy i nie wyciąga z nich wniosków i nie ma pokory wobec rad innych. Dlatego wobec Gremlina litości mieć nie będę - tak jak on litości, jako Patriarcha (nie daj Bóg) wobec nikogo mieć nie będzie.

Przyroda ma swój cykl, rok kościelny to jeden wielki cykl, tak też żywot Gremlina ma swój jeden cyrk... Przepraszam, cykl. I w koło Macieju ten sam problem przewija się przez pontyfikaty i te same wydarzenia. Najsamprzód przyjście Wieniawy, jego rozwój do kapelusza kardynalskiego (często wymuszonego, a jakże), dalej rządy jako ktoś ważny... Kłótnia z współpracownikami, egoizm, narcyzm, debilizm w podejmowaniu decyzji, obrażanie się, tupanie nóżką jak pięciolatek, kłótnie i argument: essere piu papalino del papa, wzajemna psia wojna, odejście z butą i trzaskiem, założenie własnego, gównianego kościoła, który nie ma racji bytu, powrót z podkulonym ogonem - wróć do początku. I tak w koło Macieju. Witam w Rotrii Gremlina I, egotycznego władcy, który z nikim, dosłownie z nikim nie potrafi się dogadać. Jako regent za Leona III zrobił mi rozpierdziel w kolegium kardynalskim, "karząc" według uznania gnuśnych, a ewidentnie wypełniając swoją Vendetę - pomstę na Orańskich (o ironio, wspominałem o niej). I tak to trzyma się do dzisiaj. Gremlin jest bardzo pragmatyczny i w każdy sposób będzie próbował trzymać się objętego stanowiska i walczyć o swoje. Ale to "swoje" a więc w naszym rozumieniu - Rotria - nie jest JEGO i nigdy JEGO nie będzie. I nigdy nią rządzić nie będzie potrafił. Wielki Albert Orański wielokrotnie ostrzegał, aby Wieniawie - Gremlinowi - Piccolominiemu - przenigdy nie dawać Kapelusza Kardynalskiego, bo zrobi taki sam rozgardiasz i nasra na dywan, że będzie capiło w całym Pałacu - jak wtedy, gdy był Castiglionim, della Chiesą, Orańskim, Medyceuszem, Aldobrandinim, Piccolominim, Jastrząbem i cholera wie jeszcze kim - szczególnie, kiedy w zemście zrobił sobie multikonto jako Pius V Pizański i nigdy za to nie beknął. Takiej chcemy Rotrii? Aby rządził nami rozwydrzony bachor, który będzie rzucał nami wszystkimi jak pionkami po szachownicy? I będzie tupał, jak coś nie będzie po jego myśli, a jeśli się nie uda, spierdzieli w kąt założyć własne dzieło jako kolejny popierniczony Papież-Patriarcha-Arcyiskup, cholera wie kto? Ludzie, nie dopuśćmy do tego. Przecież jak on znowu nie zostanie Patriarchą spierdzieli gdziekolwiek i będzie na nas nadawał A I TAK WRÓCI Z PODKULONYM OGONEM. I TAK, ZNOWU GO PRZYJMIEMY. I TAK, ZNOWU BĘDZIE KRYZYS, JAKIEGO NIGDY NIE BYŁO. Dlatego uważam osobiście, że Piccolomini-Gremlin I na tronie, jest oznaką upadku Rotrii. I tak się stanie. Zacznie się mścić, będzie zabierał co popadnie, podejmował decyzje sprzeczne z dobrem Rotrii, wszyscy odejdą, on znowu ugryzie się w ogon, odejdzie i przyroda wróci na swój początek. Ech. To chyba tyle, szkoda liter, aby dalej rozlewać to szambo. Widząc jednak dobro w tym człowieku skrzywdzonym i poranionym, jest on cholernie aktywny, cholernie ambitny i cholernie pracowity. I to widać, tego mu nikt nie zabierze. Ale nie potrafi pracować w grupie, nigdy.

Sojusz Sieny z Mediolanem, Florencji z Zakonem i bezrodowiem

Żeby mnie nikt nie oskarżał, że wiem wszystko - wszystkiego nie wiem, nie mam wglądu w konklawe, choć wiele czasu byłem administratorem - poprosiłem, aby mi go na czas konklawe odebrano. Ale spostrzegam pewne zarysy sojuszów, aliansów i mezaliansów. Jako iż Florencja, Zakon i bezrodowie nie będzie wspierał Sieny z wyżej wspomnianego powodu, połączy się ona ze znienawidzonym Mediolanem. I zrobi wszystko, aby być Patriarchą. Dosłownie wszystko, nawet wejście w sojusz z znienawidzonymi Orańskimi, których z serca nienawidzi - a tylko pokazuje maskę, aby zdobyć upragniony cel. Bezrodowie ma alians z Zakonem i Florencją od zawsze, więc najbliższe... 40 głosowań będzie wychodzić 3:2 dla sojuszu Florenckiego Zakonu bez rodowodu. Sieneński Mediolan na wszelkie sposoby będzie próbował walczyć na zwłokę, aż coś wywalczy. Jakim stopniem i kosztem? Sami dowiemy się po ukazaniu białego dymu. Dlaczego w spisie nie opisałem kandydatów bez kapelusza? Bo oni się nie liczą w walce o tron 32. następcy św. Pawła - walka toczy się między wspomnianą trójką. Mam jednak głęboką nadzieję, że wspomniany preferiti, zrozumie swój błąd i spokornieje i nie przyjmie tiary. Amen.
Piśmienny Mancini miał zazwyczaj "insajderską" wiedzę. Tekst zaimponował. Bravissimo!
Grazie, pochwała od tak zasłużonego dla krytyki człowieka to dla mnie zaszczyt. Jeszcze dziś pokuszę się o analizę mezaliansu Mediolanu z Sieną.
Aż może sam coś napiszę Big Grin.
Czekam osobiście na tekst Gudonowa. Zawsze będzie miał większą wartość niż autobiogram Gremlina... Szczerze to nawet wesoła twórczość Grutina ma większą wartość niż ta epopeja samouwielbienia Gremlina. W krótkiej przerwie dwa aspekty, których nie poruszyłem.

Najlepszym następcą Jana I będzie Jan I?
Spotkałem się z zarzutem, że najlepszym następcą Jana I będzie Pius Medycejski, czyli moja (nieskromna) osoba. To nieprawda. Nie jestem zwolennikiem epopei Lorenza de Medici czy Alberta Orańskiego, żeby rządzić w nieskończoność. Pontyfikat Jana I był osobnym segmentem, którego nie jestem w stanie kontynuować w żaden sposób. Nie jestem też kandydatem kompromisowym, nie mam żadnej chęci bycia pretendentem do tronu po sobie. Po drugie chciałbym odpocząć sobie gdziekolwiek nie nosząc tiary. Po trzecie, chociaż był ten pontyfikat wesoły - główną osobą kierującą sprawą byłem sam, nie byłem w stanie prosić, motywować innych osób do pracy. Wiele rzeczy wolałem robić sam, bez nikogo. Stąd też problem mojego, kolejnego (nie daj Boże) pontyfikatu. Nie chcę, bo idea Jana I jako kontynuacja wypaliła się i nie ma co jej wskrzeszać. Po drugie wiem, że w ciągu kilku miesięcy będę miał kilka przerw w działaniu, co źle wpłynęłoby na pontyfikat. Nie chcę nasrać na stół, i żeby kto inszy to sprzątał. Ja nie jestem Gremlinem.

Sowieckij Sajuz Grelminov z Niderlandami

Skąd ta idea mezaliansu (tak, dla Orańskich jest to mezalians, a Albert to się w grobie przewraca) Grelmina z Orańskimi? Dlaczego, moim zdaniem, tylko Wilhelm Orański popiera Gremlina w dostaniu się na tron i stąd mamy niespotykany dotąd impas, i ten impas będzie trwał w nieskończoność. Wszyscy znamy Wieniawę jako kardynała, rektora, patriarchę, regenta i cholera wie co. Wiemy, że jest uparty i zaparty jak ostatnia oślica Baalama tłuczona z lewej i prawej strony chrustem. Tylko wobec oślicy Greemlina (tak, Greemlina) nie stoi anioł, a jego egotyzm - zarąbistość, wspaniałość, niespotykalność, i co tam sobie jeszcze dopisze w swoim zarąbistym autobiogramie. Tylko skąd ta porąbana idea, że Orańscy mogą podjąć mezalians z Wieniawą? Przecież on od dawien dawna ich nienawidzi, pluje na nich, gardzi nimi jak tylko może, bo Albert wykazał mu kiedyś prawdę. Poprzysiągł sobie wieczną wendetę i jej się trzyma. Skąd więc takie poparcie Wilhelma? Jeden głupi, drugi oszalał? Jeden ześwirował, a drugi zgłupiał? Nie wiem. Niemniej zastanawiający jest ten sajuz. Osoby, które znają Wieniawę, wiedzą, że ten to Ci gremlin jest w stanie się tak zaprzeć na tronie, nogami trzymać poręczy, pazurami od stóp podłogi, rękami ścian i choćby mieli go... (oszczędzę sobie okrutnego języka) to nie puści. I jest w stanie obiecać wszystko, nawet konia z rzędem i swoją Alfę Romeo w zamian za poparcie. I tutaj mamy klucz do całej układanki. Wilhelm od dłuższego czasu jak nie tiary to szukał klucza do tiary, a nim byłaby zmiana członków kolegium - a tą jest mu w stanie zagwarantować TYLKO Gremlin. Tak więc zapewne, nie wiem, nie pytałem, obstawiam, w zamian za np. wyrzucenie Eminencja Salzy albo Aurelio, Wilhelm oddał swój głos na Gremlina. Co więcej, założę się, że obaj - Sowieckij Sajuz Gremlinov z Niderlandów zaparł się, że obaj odejdą, jeśli Umiłowany Gremlin nie zostanie Patriarchą. To stała praktyka, stosowana od momentu pierwszego konklawe naszego Gremlina. Znam ją na pamięć jako Karol, znam jako Pius. Czegoś nie dostanę, to będę tupał. Stąd cały mezalians blokowany przez sferę wpływów Zakonu bez rodowodu z Florencji. Ot, cała sytuacja.
(12.02.2020, 21:59:26)Pio Maria Cesare de Medici napisał(a): [ -> ](..)Tylko skąd ta porąbana idea, że Orańscy mogą podjąć mezalians z Wieniawą? Przecież on od dawien dawna ich nienawidzi, pluje na nich, gardzi nimi jak tylko może, bo Albert wykazał mu kiedyś prawdę. Poprzysiągł sobie wieczną wendetę i jej się trzyma. Skąd więc takie poparcie Wilhelma? Jeden głupi, drugi oszalał? Jeden ześwirował, a drugi zgłupiał? Nie wiem. Niemniej zastanawiający jest ten sajuz. Osoby, które znają Wieniawę, wiedzą, że ten to Ci gremlin jest w stanie się tak zaprzeć na tronie, nogami trzymać poręczy, pazurami od stóp podłogi, rękami ścian i choćby mieli go... (oszczędzę sobie okrutnego języka) to nie puści. I jest w stanie obiecać wszystko, nawet konia z rzędem i swoją Alfę Romeo w zamian za poparcie. I tutaj mamy klucz do całej układanki. Wilhelm od dłuższego czasu jak nie tiary to szukał klucza do tiary, a nim byłaby zmiana członków kolegium - a tą jest mu w stanie zagwarantować TYLKO Gremlin. Tak więc zapewne, nie wiem, nie pytałem, obstawiam, w zamian za np. wyrzucenie Eminencja Salzy albo Aurelio, Wilhelm oddał swój głos na Gremlina. Co więcej, założę się, że obaj - Sowieckij Sajuz Gremlinov z Niderlandów zaparł się, że obaj odejdą, jeśli Umiłowany Gremlin nie zostanie Patriarchą. To stała praktyka, stosowana od momentu pierwszego konklawe naszego Gremlina. Znam ją na pamięć jako Karol, znam jako Pius. Czegoś nie dostanę, to będę tupał. Stąd cały mezalians blokowany przez sferę wpływów Zakonu bez rodowodu z Florencji. Ot, cała sytuacja.

Zgadzam się z tą obserwacją. Kontrkandydat Piccolominiego, to jest Dreder (jest to jedyny logiczny wniosek, że to właśnie on zebrał poparcie Florencji i Zakonu), jest zwolennikiem statusu quo. To zdanie należy rozumieć jak najbardziej sensu largo. I jeśli chodzi o kolegium kardynalskie, jak i o ogólny stan Rotrii. Gwarantem zmian w tym wypadku jest jedynie kardynał Piccolomini. Swoją drogą, nie zdziwiłbym się, gdyby za Salzę miał wskoczyć np. sam Maurycy Orański jako tak zwany świecki kardynał.
W jutrzejszym wydaniu Niepisemnego piśmiennictwa to co Tygryski lubią najbardziej - co jest głównym elementem całej rozgrywki. Oj będzie się działo. Smile DIabła de Medici już nic nie powstrzyma.
Mój tekst będzie raczej autorską refleksją o Rotrii i o jej pozycji w mikroświecie, niźli felietonem. Czekam z niecierpliwością na kolejny artykuł Ekscelencji!
A ja na refleksję Wielebnego. Cóż, ale to konklawe emocjonujące. Jutro też podejmę temat kolejnego kandydata kompromisowego, który Patriarchą nie zostanie - Arcybiskupa Sieniawskiego.
Abp Sieniawski musiałby być bardziej aktywny, choć faktycznie "il patriarca polacco" mógłby reprezentować swoistą via media.
Stron: 1 2 3