Państwo Kościelne Rotria

Pełna wersja: Uroczystości świąteczne i niedzielne
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
XXIV VIII MMXVII A. D.

Święto Św. Bartłomieja 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcQsLa6q-OmfK7MqoyM71Pf...WL5Rqqe7jb]

Przed południem w Bazylice Katedralnej pw. Św. Marka w Wenecji gromadzą się wierni, którzy chcą uczcić Święto Św. Bartłomieja, Apostoła.
Procesji przewodniczy alumn niosący masywny krucyfiks, lecz przed nim kroczą ministranci niosący dymiący wonnym olibanum trubylarz i naviculę napełnioną drogocenną żywicą. Za krucyfiksem akolici niosą świece wykonane z pachnącego rotryjskiego wosku. 
Po nich podążają diakoni i prezbiterzy, a wśród nich celebrans - ks. Aurelio Bentini ubrany w czerwoną kapę.
Chwilę potem kantor śpiewa i gra fragment psalmu brzmiący Asperges me,  przy śpiewie którego lud oczyszcza swe serca w czasie aspersji.


Po introicie następuje odśpiewanie Kyrie Eleison, w czasie którego kapłan okadza ołtarz. 


Gdy skończono śpiewać Kyrie, celebrans wykonując odpowiedni gest zaintonował Gloria in excelsis Deo.


Po odśpiewaniu przez jednego z diakonów słów Ewangelii według Św. Jana celebrans zdjął ornat, wyszedł na ambonę i wygłosił kazanie.

Cytat:[Obrazek: 2whjP.png]

Siostry i Bracia!

Rozpocznę od żarliwej prośby, aby Słowo, które mam rozważać przeniknęło mnie do głębi i odnowiło we mnie pragnienie zażyłych i przemieniających spotkań z Jezusem. Będę obserwował uczniów, jak dojrzewa w nich fascynacja Jezusem.

Wczuję się w entuzjazm Filipa, z jakim opowiada Natanaelowi o Jezusie (w. 45). Osobiste spotkanie z Jezusem rodzi w nim pragnienie dzielenia się swoim doświadczeniem. On nie tylko o Nim słyszał, nie tylko czytał – on Go osobiście spotkał!
Wsłucham się w słowa Natanaela (w. 46). Są chłodne, wyczuwa się w nich dystans do Jezusa, o którym jedynie słyszy, ale którego osobiście nie spotkał. Usłyszę pełne żaru i zachęty słowa Filipa: „Chodź i zobacz” (w. 46).
Pomyślę, że Filip kieruje te słowa do mnie. Chce, abym, podobnie jak On, zobaczył Jezusa, „dotknął Go”. Mówi mi, że Jezus jest synem Józefa z Nazaretu (w. 45). Nie mieszka „w obłokach”. Pragnie mnie spotkać. Czy naprawdę tego chcę?
„Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego...” (w. 47). On widzi każdy krok, który czynię w Jego kierunku. Zna mnie podobnie jak Natanaela (ww. 47-48). Będę trwał skupiony na spojrzeniu Jezusa i prosił Go, aby odsłonił mi prawdę o mnie samym.
Zwrócę uwagę na reakcję Natanaela. Spojrzenie Jezusa przeniknęło i przemieniło Go do głębi. Porwany przez Jezusa, wyznaje, że jest Synem Bożym i Królem! (w. 49). Będę prosił Jezusa, aby i mnie przemienił swoim słowem i spojrzeniem.
Ucieszę się obietnicą Jezusa: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to” (w. 50). Życie z Nim przekracza moje wyobrażenia i oczekiwania. Już dzisiaj zapewnia mnie, że kiedyś ujrzę Go w chwale, otoczonego aniołami (w. 51). Będę powtarzał z przeżyciem: „Daj mi ujrzeć Twoją chwałę i kontemplować Twoje piękno”.
Krzysztof Wons SDS/Salwator
Po kazaniu kontynuowano liturgię przy śpiewie chóru oraz woni kadzidła.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSONcQTe8tFN2ZYGBET4zD...4URLP9LFLa]

Mszę Świętą zakończono uroczystym rozesłaniem i błogosławieństwem.
Dominica III Post Epiphaniam 
XXI I MMXVIII A. D. 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

Podczas gdy w niedzielny poranek wierni miasta Wenecji gromadzą się w murach wiekowej światyni, w zakrystii, x. Aurelio Bentini przygotowuje się do swojej pierwszej od wielomiesięcznego zniknięcia Mszy Św. niedzielnej. Gdy zegar wybił godzinę dziewiątą, w Bazylice dało się usłyszeć dźwięk sygnatury, a uroczysta procesja opuściła zakrystię. Prowadzą ją alumni niosący bogato zdobiony trybularz, dymiący szlachetnym olibanum oraz naviculę pełną wonności. Za nimi ministrant niesie zabytkowy krucyfiks, a akolici płonące świece z wosku rotryjskich pszczół. 
Po nich kroczą subdiakoni, diakoni i prezbiterzy, a wśród nich celebrans - x. Aurelio Bentini.

[Obrazek: S968lUNtJOTkS7x1-_u_30jrZElImBJkXkfRrToO...8duEG=s0-d]

Następnie, przy pięknym śpiewie katedralnego chóru, celebrans ubrany w kapę dokonuje aspersji.


Zaraz potem, po modlitwie u stóp ołtarza, wierni błagali Pana o zmiłowanie, śpiewając wspólnie - Kyrie eleison, Christe eleison!


Kapłan zaintonował Gloria in excelsis Deo, a wierni podążyli za nim śpiewając - et in terra pax hominubus bonae voluntatis!


Po wysłuchaniu fragmentu Ewangelii św. Mateusza, w której nasz Pan uzdrawia trędowatego, wierni w skupieniu wysłuchali kazania. 

[Obrazek: maxresdefault.jpg]


Cytat:
[Obrazek: 2whjP.png]

Siostry i Bracia!


Setnik nie oczekiwał, że Jezus przyjdzie do jego domu. Oczekiwał tylko na słowo: „Powiedz tylko SŁOWO”. I rzeczywiście, Jezus uzdrowił sługę setnika słowem. Również słowem „wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. My natomiast często oczekujemy od Jezusa więcej niż słowa. Oczekujemy by nas nawiedzał, dawał się odczuć, jakoś udowadniał swoją obecność. Tymczasem najmocniejszym przejawem obecności Jezusa wśród nas jest Jego słowo. Jeśli wsłuchamy się w nie i uwierzymy, wówczas wiele zmieni się w naszym życiu. Na lepsze.


Módlmy się często: Panie, powiedz słowo, mów do mnie, chcę Cię słuchać; Twoje słowo jest tym, czego najbardziej potrzebuję! I słuchajmy, uważnie, gdy Jezus do nas mówi. Bo słowo Boga jest zupełnie inne niż ludzkie.

 


Mieczysław Łusiak SJ
Jezus uzdrawia słowem

Po chwili na przemyślenie słów kapłana, celebrans zaintonował Credo in unum Deum, a wierni kontynuowali śpiew Symbolu Apostolskiego. 


Po Wyznaniu Wiary, w skupieniu kontynuowano modlitwę, a na ołtarzu po raz kolejny miejsce miała największa tajemnica naszej Wiary. 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTg-nQK4GZVbUUV9HLeY3l...ZymXH2TndA]

Na koniec, po odczytaniu Ostatniej Ewangelii, na trud całego tygodnia, wierni otrzymali dar Bożego błogosławieństwa.

Nomenklatura:

Wspaniała uroczystość Synu. Czerpiecie wzorce od najlepszych, oby tak dalej!
Bardzo dziękuję Waszej Eminencji! Smile
XXVIII I MMXVIII A.D.
Dominica in Septuagesima 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

Roznoszący się z wiekowej dzwonnicy dźwięk dzwonów wzywa wiernych do przybycia na Mszę Świętą. O godzinie 11.00 gromadzą się oni w ławach pięknego kościoła, a z zakrystii wychodzi procesja, przemieszczająca się równym krokiem w kierunku ołtarza. Prowadzi ją turyferariusz, kadzący dymem bizantyjskiego kadzidła. Za nim krucyferariusz niesie bogato zdobiony krucyfiks, jeden z symboli Naszej Wiary. Następnie idą akolici niosący płonące ciepłym światłem woskowe świece, a za nimi subdiakoni, diakoni i prezbiterzy. Na końcu podąża proboszcz, ksiądz Aurelio Bentini, który będzie celebransem dzisiejszej Mszy Świętej. Ubrany jest w kapę, albę z koronką i czarny biret. 

[Obrazek: IMG_1590-69-XL.jpg]

Gdy procesja dociera do Ołtarza Pańskiego, służba liturgiczna zajmuje swoje miejsca, a celebrans dokonuje aspersji przy śpiewie psalmu.


Gdy lud oczyścił swe serca z grzechów lekkich, kapłan odmawia wraz z ministrantem modlitwę u stóp ołtarza i okadza ołtarz przy śpiewie starożytnej formuły Kyrie eleison.


Następnie celebrans intonuje doksologię, którą wraz z nim śpiewa Chór Katedralny oraz wszyscy zgromadzeni w świątyni wierni. 


W dalszej części Liturgii, diakon odśpiewał Ewangelię, w której Chrystus poucza uczniów przypowieścią o robotnikach w winnicy. Po Ewangelii, celebrans udał się na ambonę i wygłosił długie oraz bogate w treść kazanie, którego lud słuchał w skupieniu.

[Obrazek: maxresdefault.jpg]



Cytat:
[Obrazek: 2whjP.png]

Siostry i Bracia!

Zacznijmy od końca przypowieści o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1-16). Zapytajmy, co tak zeźliło owych mężczyzn, którzy najdłużej pracowali w winnicy? Skąd to niezadowolenie i oburzenie? Czy ich powodem była niesprawiedliwość właściciela winnicy? 
Nie, ponieważ on umówił się z nimi o denara, a oni przystali na te warunki. I tyleż otrzymali. Gospodarz ich nie oszukał, ani nie naciągnął. Mimo to, z jednej strony, robotnicy zarzucili mu, że wszystkich potraktował tak samo. Z drugiej, że nie tak samo, bo nie uwzględnił ich znoju i poświęcenia. Dlatego poczuli się oszukani. Uważali, że właściciel jest im coś winien. O co więc poszło? 

Oburzyło ich to, że właściciel winnicy był szczodry, okazał gest. Ale z tej szczodrości zdali sobie sprawę dopiero wtedy, gdy zaczęli porównywać się z tymi, którzy, ich zdaniem, nie zasługiwali na taką samą wypłatę. Gdyby sami pracowali w winnicy, prawdopodobnie wszystko byłoby w porządku. Harujący cały dzień mieli za złe gospodarzowi, że pracujący jedną godzinę, w ich oczach zapewne lewusy i obiboki, otrzymali zapłatę z łaski, a nie z należności za wylany pot. Co więcej, ci pierwsi wręcz zażądali od pracodawcy więcej, ale w zamian za ich zasługi, a nie ze względu na szczodrobliwość pracodawcy. I tu jest właśnie pies pogrzebany. 

Kim są ci pierwsi robotnicy? Jezus opowiada tę przypowieść swoim uczniom, a więc również nam. Pierwsi to wszyscy ewangeliczni sprawiedliwi, gorliwi faryzeusze, ale także porządni chrześcijanie, starający się, wierni Bogu. Ostatni robotnicy to ewangeliczne prostytytki, celnicy, dobre łotry, nawracający się na łożu śmierci, porzucający złą drogę po latach błądzenia. Wszyscy ci, którzy narobili w życiu bigosu, ale się po czasie opamiętali. 

Układając tę przypowieść w taki a nie inny sposób, Chrystus przypomina, że Bóg tak naprawdę nie mieści się w naszych kategoriach. Często Go nie rozumiemy. I musimy się do tego otwarcie przyznać. Boża sprawiedliwość jest inna od naszej, nie według prawideł ekonomicznego i matematycznego rachunku, lecz podług miłosierdzia: ratująca i przebaczająca, a nie wydzielająca odpowiednio do zasług. Bóg nie wypłaci nam premii i wysługi lat, ani nie zaoferuje nam wczasów pod gruszą w nagrodę za wzorowe sprawowanie. Nawet jeśli Chrystus mówi o nagrodzie, to należy ją rozumieć jako konsekwencję odpowiedzi na zaproszenie do pracy w Jego winnicy. Nasze zaangażowanie wyraża wolę bycia z Bogiem. A tylko wtedy będziemy mogli stanąć w Jego obecności, czyli odszukać Go już teraz, a nie dopiero po śmierci - jak mówi Izajasz - jeśli będziemy do Niego podobni. Swój ciągnie bowiem do swojego. 

Załóżmy, że denar z przypowieści to sam Bóg, który dla każdego z nas jest i będzie nagrodą. Pomyślmy więc uczciwie, któż z nas może sobie na taki dar zasłużyć? Jaką pracę moglibyśmy wykonać, aby zagwarantować sobie wieczne szczęście? Szkopuł w tym, że żadną. Na tym polega właśnie Dobra Nowina, że jako chrześcijanie już otrzymaliśmy niebo w zalążku, bez najmniejszego starania z naszej strony. A to niebo przychodzi do nas szczególnie w chrzcie św. i Eucharystii. Musimy więc pozbyć się złudzenia, iż zachowując przykazania zapracowujemy sobie na niebo. Przeciwnie, to że staramy się naśladować Chrystusa, czyli pracować w winnicy, jest skutkiem wcześniejszego przyjęcia nieba, czyli samego Boga w naszym życiu. Przecież to On nas zaprosił do pracy w swej winnicy. Dopóki więc będę myślał, że trzeba być posłusznym Bogu, chodzić do kościoła, zachowywać przykazania po to, by On mnie wynagrodził teraz i po śmierci, to mogę się gorzko rozczarować. Jak owi pierwsi robotnicy. Bo żadnych szczególnych przywilejów w niebie nie będzie, ani pierwszych krzeseł, ani dodatkowych orderów i zaszczytów za chrześcijańskie przodownictwo i wykonanie zadań "ponad" normę. Bo miłości (boskiej i ludzkiej) nie można żądać, a tym bardziej kupić. Można ją jedynie przyjąć. 

Często mam wrażenie, że paradoksalnie łatwiej nam pogodzić się z obrazem surowego, wymagającego i chłostającego Boga, zwłaszcza względem innych, niż uznać, że Bóg daje za darmo, że okazuje miłosierdzie. Czasem i my musimy najpierw przebaczyć Bogu, że jest dobry dla wszystkich, by potem przyjąć Jego miłosierdzie.

Jeśli Chrystus tak wiele mówi na temat naszej panicznej więc potrzeby zaskarbienia sobie Jego miłości przez zachowanie Prawa, przez gorliwość, to pewnie to przekonanie mamy głęboko wdrukowane, z urodzenia i wskutek takiego a nie innego religijnego wychowania. Oddziałuje na nas latami, chociaż o tym często nie wiemy. I tylko Słowo Chrystusa może je zdemaskować, wydobyć z podświadomości. Bo pod wpływem tego przekonania na czoło w relacji z Bogiem wysuwa się to, co my mamy zrobić: wymagania, konieczność składania ofiar, zachowanie prawa, postanowienia i wyrzeczenia, spełnienie religijnych obowiązków. Budując taki mur wokół siebie, można zamknąć się na podstawową ewangeliczną prawdę: najpierw należy przyjąć dobroć Boga, a dopiero potem można samemu dawać. 

Jeśli Bóg kojarzy się z powinnością (także wskutek kazań nasączonych moralizowaniem i "prawieniem" jak żyć), bez rzeczywistego odniesienia do Boga, który nas wspiera i kształtuje, jeśli nasza rola polegać ma na wspinaniu się na palcach, by jakoś jednak dosięgnąć ideałów, nie dziwię się, że chrześcijaństwo zaczyna niektórych nużyć i staje się nieatrakcyjne, podobne do kuli u nogi. W dobrej woli staramy się, napinamy, ale nieraz doświadczamy, że nie zawsze udaje nam się wprowadzić w czyn to, do czego zaprasza Chrystus. Wcale nie jesteśmy pierwszymi, lecz ostatnimi. Czujemy w sobie mur niemożliwości, opory, słabość, ale w tle ciągle słyszymy mantrę: "trzeba", "musisz", "powinieneś", "należy". Jakby Chrystus był dla nas jedynie wzorem i imperatywem moralnym, ale osiągnięcie tego wzoru to już nasza działka. Nic bardziej mylnego. 

Przypowieść dzisiejsza jest również przestrogą, abyśmy nie próbowali wtłoczyć Boga w uszyte przez nas ubranie. Bo nic z tego nie wyjdzie. Ono zawsze będzie za ciasne. Jedni sądzą, że Bóg powinien im to lub tamto zabezpieczyć. Jeśli daje zdrowie, powodzenie, sukcesy, to jest OK. A jak nie daje, to jest niedobry. Ale są i tacy, że nawet tego nie oczekują od Boga, traktując Go z obojętnością, bo wydaje im się, iż sami sobie jakoś poradzą. Oddają więc pokłon swoim możliwościom, zarobionym pieniądzom, nowoczesnym technologiom, nauce, zapominając, kto jest ostatecznym źródłem tego wszystkiego. 

Wszystkim wierzącym grozi pokusa "patrzenia złym okiem na dobroć Boga". Tyle że często ma ona subtelne odcienie. Na przykład, osobiście rozpoznaję w sobie czasem taką formę owej pokusy. Od lat modlę się, przyjmuję sakramenty, pogłębiam swoją wiedzę, staram się kochać bliźnich, ale zauważam, że nie zaszły we mnie jakieś znaczące zmiany. Wydaje mi się, że wszystko jest po staremu. Tak samo jak ci, którzy w moim mniemaniu stronią od Boga, doświadczam słabości, nadal mam swoje niedomagania, popełniam grzechy, życie nie szczędzi mi przykrych niespodzianek itd. Ale to zewnętrzne porównywanie jest zgubne, bo w głowie zaczynają się rodzić myśli: "Przecież powinna być jakaś różnica między tym, kto przystępuje do sakramentów, a tym, który tego nie robi. Skoro jednak jej nie ma, to najwidoczniej cała ta twoja wiara i sakramenty to jakaś mrzonka. Są nieskuteczne, więc daj sobie chłopie z tym spokój". Jak łatwo się wtedy obrazić na Boga, machnąć na wszystko ręką. Co jest żądłem tej pokusy? Przekonanie, że wiara jest po to, żeby coś ugrać dla siebie, i to szybko. Ponadto, jeśli Bóg rzeczywiście jest taki dobry, to w życiu powinno być coraz lżej, a nie pod górkę. Musi istnieć jakaś rekompensata za przywiązanie i lojalność względem Niego. 

Istnieje jeszcze inna forma tej pokusy. Patrząc na tych, którzy się nawracają po latach, chociaż żyli nieprzykładnie, może się u wierzących zrodzić tęsknota za "straconymi" możliwościami. Wygląda to mniej więcej tak: Skoro, jak się wydaje, bez znaczenia było to, jak ten ktoś dotąd żył, bo Bóg mu jednak przebaczył, to dlaczego ja mam się starać. Czy nie lepiej sobie jednak pofolgować, poswawolić, a potem Bóg i tak mi przebaczy? To jednak jest zuchwałość, skrzywione myślenie, próba oswojenia Boga, uzurpacja władzy nad przyszłością. Na próbę wystawiane jest pytanie: Dlaczego być dobrym? 

Tymczasem ludzie, którzy się prawdziwie nawracają, wcale nie myślą, że dotąd było fajnie i dobrze, tyle że w końcu trzeba się było wziąć w garść. Oni żałują tego, co zrobili. I to jest istotne. Natomiast jeśli ja, sądząc, że jestem blisko Boga, poddaję się tej pokusie i wzdycham, że sobie nie poużywałem, że zmarnowałem tyle okazji pohulania sobie, to tak naprawdę czuję jeszcze fascynację grzechem, że w nim jednak jest coś interesującego. Żałuję, że nie grzeszyłem. Przestrzegam przykazań, ponieważ boję się Boga, ale Go nie kocham. 
Dzisiejsza przypowieść zaprasza nas więc do zrewidowania religijnych motywacji i oczekiwań.


Po kazaniu, zgromadzeni wierni uwielbiali Boga śpiewem Wyznania Wiary. 


Następnie w skupieniu przeżywano m. in. offertorium i secretę. 

[Obrazek: Misa+Trid.JPG]

Po prefacji, zgromadzony lud wierny, wraz z niebiańskimi aniołami, wychwalał Boga śpiewem Sanctus. 


W dalszej części Liturgii miejsce miał kanon, a także jej centralny punkt, czyli przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. 

[Obrazek: santamisatridentina.jpg?w=580&h=383]

Po kanonie kapłan odśpiewał Modlitwę Pańską, a wierni przyłączyli się do śpiewu ostatniego wersu: sed libera nos a malo!


Przed Komunią wspólnie zaśpiewno Agnus Dei, podczas którego wierni bili się w piersi. Przekazano sobie także znak pokoju. 


Podczas Komunii Świętej chór zaśpiewał pieśń Panis Angelicus.


Jednym z ostatnich elementów Mszy Świętej było odczytanie Ostatniej Ewangelii.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcRPUYBSh4wwSxBNiJtMsvZ...-E5uxY457w]

Na koniec odmówiono Modlitwę Leona XIII oraz pobłogosławiono i rozesłano lud. 
Wierni zaczynają opuszczać świątynię.

[Obrazek: 965346-bazylika-sw.jpg]


Wszystkim życzę dobrej niedzieli!
IV II MMXVIII A.D.
Dominica in Sexagesima

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

W niedzielny poranek donośny dźwięk dzwonów wzywa wiernych na uroczystą sumę, która odbędzie się w Bazylice Katedralnej. Wnet daje się dostrzec wychodzącą z zakrystii procesję, której przewodniczy turyferariusz niosący obficie dymiący trybularz. Za nim ministranci niosą krucyfiks i płonące świece. Po nic kroczą diakoni i subdiakoni, a także prezbiterzy - wśrod nich celebrans dzisiejszych uroczystości - ksiądz Aurelio Paolo de Medici y Zep. 

[Obrazek: 199143_8454.JPG]

Gdy procesja dociera do ołtarza, przy śpiewie Asperges me, pokrapia on zgromadzonych wodą egzorcyzmowaną. 


Po aspersji, celebrans wraz z ministrantem odmawia modlitwy u stóp ołtarza, a lud błaga Boga o miłosierdzie śpiewając starożytną formułę Kyrie eleison!


Po odczytaniu Ewangelii, w której Chrystus poucza Przypowieścią o Siewcy, kapłan udał się na ambonę i wygłosił kazanie.

[Obrazek: 55ad291c374e7_o,size,969x565,q,71,h,b17e16.jpg]


Cytat:
[Obrazek: 2BPyX.png]

Siostry i Bracia!


Przypowieść o siewcy i rodzajach gleby podkreśla hojność Boga i zależność między owocami łaski a otwarciem się na jej przyjęcie. Siewca - Bóg sieje w nasze serca swoje słowo; sieje w sposób hojny - na drogę, między ciernie i glebę skalistą. Nasze miary rozbijają się o Bożą logikę. Skłonni bylibyśmy zapytać, po co tyle trudu na marne? Czy warto? Jaki jest zysk?

Pan Bóg nie mierzy ludzką miarą. Nie decyduje o tym, który teren jest dobry pod zasiew, a który nie daje nadziei na plon. Bóg podejmuje ryzyko "działań nieskutecznych". Siewca jest wolny. Nie jest uwarunkowany przymusem wzrostu ani owocami. Gdy pozwolimy Bogu działać, dokona w nas cudu przemiany serca. Ale gdy się zamkniemy, uszanuje naszą wolność.


Skuteczność Bożego słowa zależy w pewnej mierze od gleby naszego serca. Jedno ziarno pada na drogę. To serce "nierefleksyjne", które słucha słowa Bożego, ale go nie rozumie. Słowo zostaje na powierzchni, na poziomie intelektu, nie wnika do serca, nie wpływa na życie. "Jednym uchem wchodzi, a drugim wychodzi".


Miejsce skaliste, to serce, które słucha słowa Bożego, przyjmuje je z radością, ale jest niestałe, nie ma w sobie korzeni, fundamentu; gdy przychodzą trudności, zaraz się załamuje. Jest to typowy "słomiany zapał", albo słuchanie słowa wybiórcze, selektywne. Taka radość, bez głębi i fundamentu przypomina tłumy, które w Niedzielę Palmową witały Jezusa z okrzykami radości, a parę dni później krzyczały: "Ukrzyżuj Go"!


Gleba ciernista to z kolei serce człowieka, który słucha słowa Bożego, ale zagłusza je poprzez przyjemności codziennego życia. Żyje w swojej "małej stabilizacji", zadowoleniu, przyjemnościach i radościach zmysłowych, niezdolny do głębszej refleksji i podjęcia trudu przemiany siebie i swego życia. Albo przeciwnie, jego życie jest pełne lęków, obaw, nieporządku, dysharmonii, które głuszą głos Boga.


Gleba żyzna to serce otwarte i wyczulone na Boże działanie, współpracujące z łaską, skłonne do słuchania, rozumienia i życia słowem Boga na co dzień. Najlepszym przykładem jest życie Maryi. Maryja "zachowuje słowo" (Łk 2, 19), słucha w pokorze i prostocie. Ma świadomość, że nie jest w stanie go zrozumieć, cierpi z tego powodu (por. Łk 2, 48), ale nie neguje, ani nie odrzuca go. Przeciwnie, przyjmuje je w swoim sercu, oddaje mu przestrzeń swego życia, zapisuje w pamięci. A nawet więcej, trwa w nim.


Trwanie Maryi w słowie Bożym nie jest biernością, pasywnością, zatraceniem własnej tożsamości czy odrębności. Jest raczej wyczuleniem i nieustannym pytaniem, czego oczekuje Bóg, do czego zaprasza, prowadzi. W Maryi słowo staje się Życiem, Ciałem. Maryja rodzi Odwieczne Słowo Boga.

[i]Jaką "glebą" jestem? Czy słowo Boże przemienia moje serce? Czy nie napotyka oporu albo czy nie ograniczam jego działania? Co jest dla mnie "cierniem" ważniejszym od Boga i Jego słowa?

[/i]




Po kazaniu w skupieniu kontynuowano liturgię, a dym kadzidła roznosił się w murach wielowiekowej bazyliki. 

[Obrazek: 1466408143_20691_psli.jpg]
Feria IV Cinerum 
XIV II MMXVIII A. D. 

[Obrazek: 640px-Fałat_Julian_Popielec-720x340.jpg]

W Środę Popielcową, po zmierzchu, wierni gromadzą się w nawach Bazyliki pw. św. Marka, aby uroczyście rozpocząć okres Wielkiego Postu oraz tradycyjnie posypać swoje głowy popiołem.  Z zakrystii wychodzi procesja, której przewodniczy alumn niosący drewniany krucyfiks, przed nim ministrant niesie dymiący trybularz, a po nim akolici niosą płonące świece. Dalej idzie reszta służby liturgicznej, subdiakoni, diakoni i prezbiterzy, a wśród nich celebrans - Aurelio Paolo de Medici y Zep. 

[Obrazek: S968lUNtJOTkS7x1-_u_30jrZElImBJkXkfRrToO...8duEG=s0-d]

Msza Święta rozpoczyna się dziś wyjątkowo od poświęcenia popiołu, według tradycyjnej formuły. 
Po tym wydarzeniu, kapłani posypują popiołem głowy zgromadzonych wiernych. 

[Obrazek: IMG_7522-300x400.jpg]

Po tym obrzędzie, odśpiewano Introit oraz Kyrie eleison. 


Śpiew Glorii pominięto. Zaraz po Kolekcie odczytano Lekcję. Po Graduale diakon zaśpiewał treść dzisiejszej Ewangelii, w której Chrystus pouczał swych uczniów jak powinni pościć. Następnie celebrans udał się na ambonę i skierował do wiernych kilka słów pouczenia. Odniósł się do wypadającego dziś, równolegle ze środą popielcową, wspomnienia św. Walentego, powszechnie obchodzonego jako "dzień zakochanych"

[Obrazek: 1360075838.jpg]



Cytat:
[Obrazek: 2BPyX.png]

Siostry i Bracia!

Od kilku dni wielu zadaje pytanie, czy możliwe jest pogodzenie przypadającej dziś środy popielcowej, rozpoczynającej okres Wielkiego Postu z obchodzonymi w popkulturze tzw. Walentynkami, czyli dniem zakochanych. Wszak takiej zbieżności, jaka przypada w tegorocznym kalendarzu, mało kto się spodziewał. Jednak nie to jest prawdziwym problemem, wszak wychodząc z punktu widzenia wiary i religii, moglibyśmy w ogóle nie przejmować się tym, co przynoszą współczesne trendy kulturowe, gdyby nie to, że gołym okiem widać, iż coraz więcej ludzi już nie pamięta i nie rozumie ani czym jest post, ani miłość.
Otóż przecież post ma nas zwrócić ku Bogu, czyli ku największej miłości. Post nie jest przecież jakimś niezrozumiałym dręczeniem własnego ciała. Jest uczynkiem miłosierdzia, ćwiczeniem ducha, poprzez które odrywamy się na chwilę od codziennych zmartwień i rozrywek, od banału i rutyny, aby wejrzeć w głąb siebie, aby zrobić krok w kierunku Boga i bliźniego. To właśnie post pozwala nam na przypomnienie sobie słowa, dzięki któremu ludzie na nowo mogą odkryć w sobie ogromne pokłady miłości. Tym słowem jest „przepraszam”. Post przecież zakłada pokutę za popełnione grzechy, umartwienie ciała, aby mógł wzrastać nasz duch.
Zatem jeśli post jest zwróceniem się do Boga, momentem, w którym chcemy odnowić utraconą z nim jedność, to czy nie powinien także zwracać nas w kierunku braci i sióstr? Okazuje się, że tak jak miłość względem Boga nie może istnieć bez pokuty, pojednania i żalu za grzechy, tak też miłość międzyludzka nie wydaje się trwać, jeśli z naszego słownika wykreślimy słowa przeprosin, żalu i postanowienia poprawy.



ks. Mirosław Matuszny
Temat: Prawdziwy post
Po kazaniu w skupieniu kontynuowano liturgię, którą ubogacał śpiew chóru oraz woń kadzidła. 

[Obrazek: msza_jelenia_gora.jpg]


Dominica I in Quadragesima
XVIII II MMXVIII A. D. 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, wierni Wenecji gromadzą się w murach Bazyliki. Chwilę przed południem, rozpoczyna się uroczysta Msza Święta. Z zakrystii wychodzi procesja, którą prowadzi ministrant niosący obficie dymiący trybularz. Za nim alumn niesie bogato zdobiony krucyfiks, a akolici świecące ciepłym światłem woskowe świece. Po nich idzie reszta służby liturgicznej, lektorzy, akolici, subdiakoni, diakoni i prezbiterzy. W ich gronie proboszcz parafii, ks. Aureliusz Paweł Medyceusz Zep.
Msza Święta rozpoczyna się aspersją.


Podczas modlitwy u stóp ołtarza, chór śpiewa introit dzisiejszej niedzieli.


Następnie wszyscy wierni błagali Boga o miłosierdzie podczas śpiewu Kyrie eleison! 


Pobłogosławiony przez celebransa diakon odśpiewał dzisiejszą Ewangelię, w której Chrystus kuszony był przez diabła. Po Ewangelii, celebrans - Aurelio Paolo de Medici y Zep, udał się na ambonę i wygłosił kazanie.

 [Obrazek: 1360075838.jpg]


Cytat:

[Obrazek: 2BPyX.png]

Siostry i Bracia!

Mieć spełnioną każdą zachciankę, mieć łatwe i przyjemne życie, oraz mieć władzę i pieniądze - oto powszechne pragnienia ludzi. Wydaje nam się, że gdybyśmy mieli to wszystko, to bylibyśmy bardzo szczęśliwi. Tymczasem nic bardziej błędnego! Nie może dać szczęścia coś, co jest tylko iluzją bogactwa i pomyślności. Prawdziwe bogactwo jest nieprzemijające. Prawdziwa pomyślność nie jest chwilą przyjemności.
 
Dlaczego nie mogą być spełnione wszelkie nasze zachcianki? Dlaczego życie nie może być łatwe i przyjemne? Dlaczego nie jesteśmy wszyscy bogatymi władcami? Ponieważ dopiero dojrzewamy do pełnego człowieczeństwa. Komuś kto tak mało wie i tak mało umie jak my wszyscy, nie można dać wszystkiego, czego zapragniemy.
 
W Niebie będziemy mieli wszystko, co będziemy chcieli mieć, bo zawsze będziemy chcieli tego, co jest dobre i nie będziemy musieli już być wychowywani. Póki co jednak powinniśmy zdać się całkowicie na Boga i brać tylko to, co On nam daje. Wyciąganie ręki po to, co nie jest Bożym darem na ogół kończy się źle. Nie jesteśmy bowiem jeszcze dorośli.

Źródło

Po kazaniu, w skupieniu kontynuowano liturgię. 

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcQIV0UwcW8-c9RGKIFyjVu...S89v0O6Mh2]
Dominica II in Quadragesima
XXV II MMXVIII A. D.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

W drugą niedzielę Wielkiego Postu, wierni gromadzą się w nawach wielowiekowej Bazyliki, aby uczestniczyć w uroczystej celebrze. Przed południem z zakrystii wychodzi procesja prowadzona przez turyferariusza niosącego dymiący obficie trybularz. Za nim krucyferariusz niesie piękny drewniany krucyfiks, a ministranci niosą świece. Po nich idą lektorzy, akolici, subdiakoni, diakoni i prezbiterzy, a wśród nich celebrans - x. Aureliusz Paweł Medyceusz Zep. 
Mszę Świętą rozpoczyna aspersja przy śpiewie psalmu. 


Kantor odśpiewał następnie introit dzisiejszej uroczystości. 

x

Podczas okadzenia ołtarza wierni śpiewali wspólnie formułę Kyrie eleison. 


Po odśpiewaniu przez subdiakona Ewangelii, w której Pan nasz przemienił się w obecności apostołów, celebrans stanął przed wiernymi i wygłosił do nich kazanie.


Cytat:
[Obrazek: 2BPyX.png]

Siostry i Bracia!


Jezus nie przemienił się, aby zrobić na uczniach jakieś niesamowite wrażenie. Tym niezwykłym znakiem chciał im i nam powiedzieć, że wszyscy potrzebujemy przemiany, że nasza postać nie ma jeszcze tego blasku, który jest nam właściwy, że jesteśmy ciągle jeszcze jakoś "przyćmieni", co przejawia się choćby popełnianymi grzechami.

 

Potrzebujemy przemienienia. Może go dokonać w nas tylko Bóg, ale potrzebuje naszego "wstąpienia na górę". Każdy czas modlitwy jest właśnie owym "wstępowaniem wzwyż", jest "pogrążaniem się w obłoku" Bożej obecności. Dlatego warto się modlić.

 

Modlitwa nie jest czymś, co my dajemy Bogu, choć jest wysiłkiem. Ona jest przywilejem, tak jak przywilejem było to, że Jezus zabrał na górę Piotra, Jakuba i Jana.




Po kazaniu w skupieniu i atmosferze modlitwy oraz medytacji trwała Msza Święta. 

[Obrazek: coniedzielna_msza_sw_trydencka__001.jpg]
Dominica III in Quadragesima
IV III MMXVIII A. D.
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTCvHxkbb_Et3VzurnzgH6...uB-mdmMRVH]

Gdy ksiądz proboszcz powrócił z podróży do Carstwa Brodryjskiego, 
gdzie uczestniczył w uroczystościach rocznicowych oraz odprawił Mszę Świętą, niezwłocznie udał się do zakrystii, gdzie odmawiając stosowne modlitwy, ubrał się w szaty liturgiczne. Punktualnie o godzinie 18.00, gdy wierni zgromadzili się w nawach Bazyliki, dał się usłyszeć dźwięk sygnatury, a procesja z drewnianym krucyfiksem na czele, opuściła zakrystię. Kleryk niósł złoty trybularz dymiący bizantyjskim kadzidłem, które proboszcz przywiózł z Brodrii. Następnie służba liturgiczna niosła płonące ciepłym płomieniem świece. Dalej podążali ministranci, lektorzy, akolici, subdiakoni i diakoni. Na końcu, w gronie prezbiterów szedł celebrans, x. Aurelio Paolo de Medici y Zep, ubrany w fioletową kapę oraz czarny trójrożny biret. 

[Obrazek: Chrism-Mass-in-Shrewsbury-Cathedral-proc..._large.jpg]


Mszę Świętą rozpoczął od aspersji.



Następnie, podczas gdy kapłan wraz z asystą modlił się u stóp ołtarza, katedralny chór zaintonował introit. 


Po introicie wierni śpiewali wraz z chórem formułę Kyrie eleison.


Po odśpiewaniu przez diakona fragmentu Ewangelii, w którym Jezus pouczał ludzi zdumionych wypędzeniem przez niego sił nieczystych i zarzucających mu złe intencje, celebrans wygłosił kazanie, którego zgromadzeni w Bazylice wierni słuchali z wielką uwagą.

Cytat:
[Obrazek: 2BPyX.png]

Siostry i Bracia!

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną ,rozprasza.” Są to słowa jakże często bagatelizowane przez wielu. Czynią tak, bo nie rozumieją ich sensu. Dzisiaj wyjaśnijmy sobie, co one oznaczają. Musimy uświadomić sobie pewną rzecz. Otóż Jezus jest zrozumiały przez to, iż bardzo jasno określa zasady postępowania. Jeśli zastanawiamy się czasami, nad jakąś sytuacją i pomyślimy, co zrobiłby Jezus, to zazwyczaj wiemy od razu. Czasem nie słuchamy tego głosu sumienia, bo jest to nam nie na rękę. Jednak wiemy dobrze, jak należałoby postąpić. Jezus dając wzór postępowania oczekuje czytelności naszych postaw. Jezus nie uznaje kompromisów. Natomiast zawsze mówi o konieczności zadeklarowania się, za czym się jest, co się wyznaje. Dzisiaj również uświadamia nam, iż brak jasności, klarowności w życiu, sprawia, iż nie idziemy z Jezusem, ale w innym kierunku. On mówi dobitniej - jesteśmy przeciwko Niemu. 


    Jakże często w obecnych czasach ludzie rozmydlają swoje zasady postępowania, wartości życiowe. Naginają je do sytuacji, okoliczności, otoczenia. Dzieje się to do tego stopnia, że w końcu sami nie wiedzą, w co wierzą, co wyznają, co jest dla nich najważniejsze. Jednak nie chcemy mówić dzisiaj ogólnie o duszach. Pragniemy zwrócić uwagę na dusze najmniejsze, które, jako wybrane, mają stawiane większe wymagania przed sobą. Jako powołane, mają być tym bardziej czytelne, jasne. Mają stawać się światłem dla innych. Zatem muszą być czyste. Chodzi tutaj o czystość w praktykowaniu zasad, wyznawaniu wartości. Jakakolwiek skaza na naczyniu przekazującym światło, sprawia, że nie jest już ono takie, jakie być powinno. Jak zatem ma się stawać światłem dla innych dusz, jak ma świecić w ciemności, skoro przepuszcza mniej światła niż Bóg tego oczekuje. 
    Dusze najmniejsze, które kroczą już czas jakiś maleńką drożyną miłości, starają się żyć według wskazań Jezusa, według Boskich przykazań. Rzeczywiście „z grubsza” wypełniają je i wydawać by się mogło, iż są „w porządku”. Jednak Jezus oczekuje od nich czegoś więcej. Tu nie chodzi tylko o to, żeby nie sprzeciwiać się Bogu. Postawa obojętna - ani za, ani przeciw - też teoretycznie wydaje się, że nie występuje przeciwko Chrystusowi, a jednak, Bóg oczekuje od dusz maleńkich znacznie więcej. Stawia przed nimi większe wymagania. Jego wskazania są bardziej idące w głąb duszy, niejako oczekuje większej świadomości podejmowanych działań, dokonywanych wyborów. Otóż, Jezus zapragnął dla dusz najmniejszych ściślejszych relacji z Bogiem. To wiąże się z większym zaangażowaniem duszy w życie duchowe, z bardziej świadomą pracą nad sobą, z poświęceniem swojego życia Bogu. Jezus naszej Wspólnocie daje konkretne wskazania, co do pracy nad swoimi słabościami. To już nie jest np. ogólne przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. To są konkretne wskazówki, co dusza czyni sobie bożkiem w szarej codzienności. Czego zatem powinna się wyzbywać, na co zwracać uwagę podczas podejmowania nawet zwykłych decyzji. By bożek nie królował w jej sercu, ale by Bóg władał jej całym życiem. I my, dusze najmniejsze, takie wskazania i pouczenia otrzymujemy. To dotyczy wszystkich przykazań, a nie tylko tego jednego. Zwróćmy uwagę na to, czy prawdziwie wypełniamy Boże przykazania, czy ich wypełnianie wypływa z miłości do Boga, czy może ma inne podłoże. Bo i tak też może być. 
    Niestety ludzka słabość jest tak ogromna, że intencje służenia Bogu też mogą być różne. Nie wszystko w związku z tym jest przez Boga przyjmowane z radością. Część poczynań ludzkich, z powodu złych intencji, rani Boga i dlatego nie przyjmuje On ich jako wypełnianie Jego przykazań. My, dusze najmniejsze, zwróćmy szczególną uwagę na przykazanie miłości i wypełnianie tego przykazania. Bowiem, droga miłości jest przecież naszą drogą życiową, jest naszym powołaniem, zadaniem życiowym. Z tego w przyszłości będzie nas Bóg „rozliczał”: na ile wypełniliśmy nasze powołanie. Miłość ma przejawiać się w najdrobniejszych sprawach i sytuacjach. Kierując się miłością, nasłuchujmy własnych serc, bo tam zamieszkujący nasze wnętrze Bóg mówi nam, jak należy postępować. Bardzo trudno niekiedy jest duszy rozeznać, co ma robić, bowiem opinia otoczenia, potrzeba akceptacji są tak ważne, że kierują życiem człowieka, jego poczynaniami. Wtedy nie wybiera on tego, co dyktuje mu w sercu Bóg, ale to czego domaga się jego miłość własna. 
    Dusze najmniejsze powinny być bardzo wyczulone na natchnienia Boże i od razu na nie reagować. Często zamiast je realizować, dyskutują z nimi, zastanawiają się i w końcu, szatan, który jest księciem kłamstwa, sprytnymi słowami odciąga dusze od wewnętrznego głosu, a pcha w objęcia pychy, własnych pragnień, przyzwyczajeń, miłości własnej. Zdezorientowana dusza podąża za tym, co podsunął jej szatan, czując jednak w sercu coś niepokojącego, co trudno jej sprecyzować. Gdyby stanęła w prawdzie przed sobą - wiedziałaby, gdzie popełniła błąd. Bóg, który w niej mieszka, natchnąłby ją. Jednak ona musiałaby być przed sobą szczera aż po cierpienie. 
    Powróćmy do słów Jezusa z dzisiejszego fragmentu. „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną ,rozprasza.” Jezus kieruje te słowa do dusz najmniejszych. Zwróćmy uwagę, że nie są one łagodne. Jezus jasno określa duszom: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną ,rozprasza.” Bóg udziela nam wielu, wielu łask, obdarza swoim kierownictwem, Duchem Świętym, daje za Przewodniczkę Maryję. Jednocześnie uświadamia nam wagę podejmowanych decyzji i czynionych kroków. Nie tych głównych, życiowych, ale tych drobnych, codziennych. Każdy najmniejszy kroczek uczyniony bez Jezusa, jest uczyniony przeciwko Niemu. Wszystko, co czynisz bez Jezusa, choćby wydawało ci się najpiękniejsze, najwłaściwsze, najcudowniejsze - nie buduje miłości między tobą a Bogiem, nie jednoczy, a burzy i rozprasza. Miej tę świadomość, że każda twoja sekunda, to kolejny wybór: jesteś z Jezusem lub przeciw Niemu, zbierasz z Nim lub rozpraszasz. Dotyczy to każdej sytuacji, każdej rozmowy, każdej decyzji, każdej postawy, każdej twojej myśli. Każdy krok z Jezusem przybliża ciebie do Triumfu Miłości w tobie. Każdy krok przeciwny - oddala ten triumf. Przyczyniasz się wtedy do zwycięstwa w świecie kogoś zupełnie innego. Pomyśl, duszo za każdym razem, gdy czynisz choćby najdrobniejszy kroczek. Rozważ, czy jest w tym obecna Boża Miłość, czy ty realizujesz powołanie, które dał ci Bóg. 
    Niech Bóg błogosławi nas na czas tych rozważań. Niech poprowadzi nas Duch Święty.



Po kazaniu w skupieniu kontynuowano liturgię, a dym kadzidła unosił się ku niebu.

[Obrazek: 17_02_12_Sept_Alleluia_05.jpg]