Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Thread Contributor: Nicolò DrederPatrole okolic Apostolskiego Miasta
#21
Cytat:ОТЧЕТ
из 30 августа 2018 [b]г.
[/b]
Grupa przydzielona Piotrowi Pawłowiczowi wyruszyła na rozpoznanie w północnej części Apostolskiego Miasta Rotrii. Od godziny 8 rano do 20 wieczorem Gwardia Palatyńska nie wykryła żadnych śladów reszty szajki. Natomiast w trakcie poszukiwań jakichś poszlak dla reszty oddziałów natknęła się na grupy ludzi, które parały się łapówkarstwem oraz nieczystymi zawodami wewnątrz Murów Świętego Miasta. W godzinach 21-23 rozpoczęły się operacje mające na celu schwytanie oraz doprowadzenie do lochów grzeszników oraz ludzi szerzących korupcje. Według wstępnej oceny Piotra Pawłowicza mogą to być ludzie, którzy współpracują wraz z łotrami Franchettiego. 

Tytularny Król Rzeczypospolitej Rusi i Uhrainy
Odpowiedz

#22
Radość to dla mnie wielka widzieć was w dobrym zdrowiu! - Rzekł  uradowany Zagłoba do Benity i Albina, swoich oddanych przyjaciół, którzy odwiedzili go w klasztornej infirmeri przynieść najnowsze wieści. 
Gdyby nie wy pewnie bym zginął tam w uliczce. A obiecałem wam wyremontować ten dom po babce Anett. Widzicie, jeszcze mam misje tu na ziemi. Pan Bóg tak łatwo nie da mi zginąć. - zaśmiał się ks. Marcin.
Gdyby nie ty Padre to my pewnie zgnilibyśmy w lochu. Dałeś nam szansę, nie skreśliłeś nas jak inni.... - Twarz Albina wyraźnie posmutniała na te słowa.
Kochanie nie wspominaj już tego. Patrzmy na to co jest tu i teraz, a nie na to co było. - odpowiedziała Benita.
Słuchaj żony, słuchaj, dobrze mówi - wtrącił Wikariusz.
Benita odpowiedziała serdecznym uśmiechem. 
Słuchajcie moje drogie dzieci - zaczął nowy wątek Zagłoba - Mam do was dwie prośby.
Padre dla Ciebie wszystko - odpowiedzieli jednym chórem jego bliscy przyjaciele i zaśmiali się.
Po pierwsze, zaopiekujcie się moim mieszkaniem, czujcie się w nim jak u siebie. Pod łóżkiem, w podłodze, znajdziecie szkatułkę z pieniędzmi. Część z nich przeznaczcie na jedzienie i odzież dla waszych współziomków. Reszta jest na wasze utrzymanie.
Ależ ojcze..... - rzekł Albino.
Bez protestów - odpowiedział stanowczo Zagłoba - Po drugie proszę przynieście mi mój brewiarz, różaniec, książkę z kazaniami św. Bernarda z Clairvaux bo umrę tu nudów! Wiecie co przynieście mi jeszcze..... - Zagłoba zawahał się.
Wal jak w dym Padre - zareagowała Benita.
Przemyćcie mi jeszcze dzban miodu pitnego, tylko tak żeby ojczulkowie nie zauważyli - Zachichotał ks. Marcin. - Tylko nie wypijcie mi go za dużo, bo dopiero przywiozłem spore zapasy z Rzeczpospolitej! - Kontynuując śmiech Marcin żartobliwie pogroził palcem. 
No idźcie już!
   Po wyjściu swoich przyjaciół Zagłoba zgasił świecę i rozpoczął medytacje nad słowami dzisiejszej Ewangelii. Po dłuższej chwili, kiedy już go sen zaczął morzyć głuchą ciszę przepełniającą klasztor przerwał brzdęk tłuczonej szyby. Wikariusz Generalny aż poderwał się z łóżka i zobaczył jak do pokoju wlatuje kamień. Za chwilę do infirmerii wbiegli zbudzeni zakonnicy poszukując źródła hałasu o tak późnej porze. 
Drodzy bracia - rzekł opat, podnosząc w tym samym czasie kamień i chowając go w rękaw habitu - proszę udać się na spoczynek. Brat Benedykt jutro z samego rana wstawi nową szybę. Dobranoc, z Bogiem!
Gdy wszyscy zaspani bracia wyszli z infirmerii, opat wyciągnął kamień, który był zwinięty w kartkę papieru i związany sznurkiem. 
Ojcze opacie zobaczcie co to za głupie żarty kogoś się trzymają po nocy. - rzekł wybudzony z drzemki Zagłoba.
Rozłożywszy kartkę opat przeczytał: 
"Chrońcie tej nocy swojego króla bo skończy jak jego pionki." Podpisane: Skruszony łotr. Jaki król, jakie pionki? Padre Zagłoba rozumiecie coś z tego?
Po chwili namysłu ks. Marcin odpowiedział:
Naszym królem jest Gonfalonier a pionkami jego żołnierze.... Jezu Chryste!!!! Szybko ojcze opacie, Mikołajowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo! Ktoś chce go zabić! Co prędzej trzeba go ratować!
Lecz zanim wypowiedział ostatnie słowa opat wybiegł z celi by zapobiec ogromnej tragedii, która miała nadejść.
(-) ks. inf. Marcin Zagłoba

Wikariusz Generalny Rotrii

Protonotariusz apostolski de fiochet

[Obrazek: 2LaMF.png]
Odpowiedz

#23
Orański znów musiał zarządzić obławę. Gwardia znowu przeszukiwała każdą wioskę i każdy kilometr kwadratowy lasu. Po przejściach razu ostatniego dokładniej. Nigdzie jednak nie było  ani Franchettiego ani zaginionej Anny Marii. Udział piechoty stał się zbyteczny. Książę odesłał ją do miasta z prośbą do gonfaloniera o przysłanie dodatkowej jazdy. Sam ruszył komunikiem w kierunku Toskanii mając nadzieje jeszcze zdybać zbira.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau
Odpowiedz

#24

Noc 30/31 sierpnia.

Lorenzo Benedetti dopijał herbatę, siedząc w kancelarii koszar Gwardii. Nie lubił dyżurów. Z jednej strony nudził się i przysypiał, a z drugiej musiał być zawsze gotowy na każde wezwanie czy alarm. Ziewnął z niesmakiem i przeciągnął się. Postanowił przejść się nieco. Gdy podniósł się i z ulgą poczuł rozprostowujące się kości, usłyszał odgłos biegnących stóp i krzyki mężczyzny. Następnie tupot ucichł i nastąpiła wymiana zdań, najpewniej ze strażnikiem stojącym przed wejściem. Za chwilę usłyszał rytmiczne kroki ciężko obutych stóp a następnie ciche pukanie do drzwi.
- Proszę wejść. - odrzekł oficer.
W drzwiach ukazała się sylwetka gwardzisty Paolo.
- Commandante, Signor Gonfaloniere jest w niebezpieczeństwie. Właśnie przybiegł opat klasztoru Dominikanów.
- O czym wy mówicie?! Już do niego idę.


Niezwłocznie poszli do czekającego w drzwiach opata i zaprosili go do środka, do kancelarii.

- Zatem, co się stało, Wasza Wielebność? - pyta się Lorenzo.
- Dziś wieczór do pokoju ks. Marcina Zagłoby, gdzie jest leczony, wleciał kamień, rozbijając szybę w oknie. Możnaby pomyśleć, że to wybryk wandali, gdyby nie to. - to mówiąc, wyciągnął z kieszeni kamień zawinięty w kartkę. - Proszę przeczytać.
- "Chrońcie tej nocy swojego króla bo skończy jak jego pionki." Podpisane: Skruszony łotr.
- ‎Wie pan, co to oznacza...? Ks. Marcin wywnioskował, że najprawdopodobniej chodzi o to, że waszym królem jest Gonfaloniere, a jego pionki to... żołnierze. Którzy zginęli.
- ‎Mdleję! Jak coś się stanie Gonfaloniere, to... O, ci bandyci posunęła się za daleko. Ogłosić alarm w koszarach! Obudzić żołnierzy! Paolo, sprowadź Commandante Michała.
- ‎Tak jest!
- Dziękujemy bardzo, opacie.
- ‎Nie ma sprawy. Dla ratowania drugiego człowieka, i to jeszcze jakiego! Współbrata w kapłaństwie a także Gonfaloniere.
- ‎Już wracajcie do klasztoru. Przydzielę wam do ochrony trzech gwardzistów.
- ‎Nie potrzeba. Dam radę. Będą potrzebni w innym miejscu.
- ‎To chociaż jednego. Będzie pilnował, w razie czego, klasztoru.
- ‎Zgoda.


Tymczasem przybył Michał a tuż za nim Paolo.

- Jak się sprawy mają? Paolo już mi trochę opowiedział po drodze.
- Proszę przeczytać tę wiadomość.
- ‎Niedobrze... Grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo! Zaraz ruszamy do szpitala. Trzeba go otoczyć i pilnować Gonfaloniere w środku. Za piętnaście minut bierzemy dwie kompanie Gwardii Palatyńskiej, jedną Szwajcarskiej i dwie Szlacheckiej.
A gdyby ukryć Gonfaloniere gdzieś?
- ‎Sądzę, że to nie wchodziłoby w grę. Złoczyńcy mogliby we wściekłości zemścić się na innych chorych albo lekarzach. Więc trzebaby ewakuować cały szpital.
- ‎A gdyby podmienić Gonfaloniere na kogoś innego, coby mu się nic nie stało? -
w głowie Michała zaczynał kiełkować pewien pomysł. - W razie bezpośredniego ataku zmiennik stanie do walki w pełnym uzbrojeniu ku zaskoczeniu bandytów. Gorzej, jeśli morderca już jest w szpitalu. I to może nawet bliżej naszego Commandante niż się tego spodziewamy... Kto wie, kto jeszcze może być w to zamieszany. Ehh... Trzeba mieć nadzieję. Wielebny ojcze opacie, czy mógłbym poprosić, aby w klasztorze zostały odprawione modlitwy w intencji Księdza Mikołaja i powodzenia naszej misji?
- ‎Ależ jak najbardziej!
‎Już zaraz będę szedł, nie będę przeszkadzać.

Opat pobłogosławił Gwardzistów, którzy już szykowali się do wyruszenia w drogę i, pożegnawszy się, wyszedł w towarzystwie jednego zbrojnego z kancelarii a następnie z budynku.


Niedługo potem gwardziści zebrali się na dziedzińcu, gotowi do drogi.
-Na koń! - zakomenderował litewski chorąży, gdyż mieli teraz wszyscy prędko jechać konnno.



Po dotarciu do szpitala i Gonfaloniere (na szczęście żywego), okazało się, że Ksiądz Mikołaj zaczął panikować na widok zbrojnych. Lekarze zaczęli go uspokajać i dopiero wtedy ostrożnie został przeniesiony do specjalnej karety i przewieziony do położonego bezpiecznie w górach, na południe od Miasta, ufortyfikowanego opactwa benedyktynów. Opat przyjął go ze współczuciem i objął troskliwą opieką. Zadeklarował, że będzie się modlił za Księdza Mikołaja. Dla bezpieczeństwa, dodatkowo, Gonfaloniere otrzymał 12 palatyńczyków do ochrony.


A w infirmierii, na łóżku Gonfaloniere położył się gwardzista Enrico, do złudzenia przypominający ks. Mikołaja. Miał jednak pod pierzyną dwa pistolety, szablę i sztylet.
Dodatkowo, w jego pokoju było 3 gwardzistów, przed drzwiami 2, szpital patrolowało 10, przed jego wejściami stało po 3, a wokół budynku rozciągał się kordon gwardzistów. Poza tym okolicę patrolowało 6 gwardzistów. Commandante Michał siedział w pokoju Gonfaloniere jako jeden z trzech, którzy tam byli (nie licząc Enrico).

I tak czekali na to, co miało nastąpić.
(-) Michał Franciszek Lubomirski-Lisewicz
Odpowiedz

#25
Orański  nie mogąc doczekać się na posiłki z miasta musiał kontynuować pościg z podległym mu szwadronem. Aby zwiększyć efektywność poszukiwań książę podzielił oddział na cztery plutony. Każdy z plutonów miał działać samodzielnie. Największy, bo liczącym 35 konnych dowodził osobiście pan Maurycy. Po dwóch dniach bezowocnego szperania gwardzistom udało się nareszcie trafić na ślad zbiega. Rozpoznał go karczmarz u którego nocował i cyrulik który leczył jego rannego kamrata. Żołnierze uzyskali rówierz informację że przestępcy pochodzą z okolic Bari. Tam się też udali.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau
Odpowiedz

#26
Czy w Apostolskim Mieście jest już bezpiecznie? Wczoraj wieczorem wracałem konno do klasztoru do Sallustiano i nie czułem się zbyt pewnie. Na szczęście nie przydarzyło mi się nic złego, nie zauważyłem również bezpośrednich przejawów aktywności zbirów.
Odpowiedz

#27
Franchetti zaszył się w swoich rodzinnych stronach w Toskanii, więc szajka w mieście nie powinna działać.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau
Odpowiedz

#28
Czyli bezpośrednie długie spacery też mogą być? Chciałbym poznać lepiej Wieczne Miasto i bardzo mi na tym zależy.
Odpowiedz

#29
Nareszcie po trzech dniach poszukiwań  trzeciemu plutonowi udało się namierzyć Franchettiego w małej wiosce pod Bari. 
Dowódca natychmiast posłał gońców na poszukiwanie pozostałych pododdziałów  i ograniczył się tylko do obserwacji wioski z ukrycia ale plan spalił na panewce ponieważ we wsi między innymi zajmowano się wyrębem lasu toteż rano gdy wieśniacy ruszyli do pracy szybko natknęli się na czujki plutonu i podnieśli alarm. Żołnierze obezwładnili drwali. Młody porucznik zarządził szturm i żołnierze wkroczyli do wsi chcąc przeszukać domy. 
Kilka minut potem z jednej ze stodół wyjechały trzy postacie na koniach. Na jednym z koni leżała także przewieszona przez siodło związana kobieta. Na drodze stanęło im trzech gwardzistów którzy właśnie wsiadali na konie po przeszukani sąsiedniego domu. Na widok uciekających wypalili oni z arkebuzów. Niestety w zaskoczeniu nie byli zbyt celni. Ubili jedynie konia pod jednym z bandytów. Przestępcy w pełnym pędzie minęli żołnierzy i wyjechali ze wsi. Podjęto pościg do którego stopniowo włączał się cały pluton oprócz trzech ludzi pilnujących schwytanego już rzezimieszka. Pozostali uciekający wypalili w tył z pistoletów raniąc dwóch gwardzistów. Rącze konie Franchettiego długo nie dawały się dopędzić, ale w końcu osłabły i doszło do ręcznego starcia. Tu szalę zwycięstwa na korzyść wojskowych przechyliła przewaga liczebna, ale padło trzech kolejnych rannych w tym jeden ciężko który wyzionął duch kilka godzin później. Zbir oraz jego towarzysze zostali jednak pojmani, a ostatnia zakładniczka uwolniona. Wszyscy są eskortowani do Apostolskiego miasta gdzie oddział powinien wrócić na dzień następny.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2018 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2018 Styl © iAndrew 2016-2018 Edit © Axwell 2017-2018