Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Andream.von.SalzaŚwięci Pańscy na każdy dzień
18 listopada

[Obrazek: 1118-karolina_1.jpg]

KAROLINA (zob. 2 marca)
Bł. Karolina Kózkówna, dziewica, męczennica (1898 - 1914). Urodziła się w podtarnowskiej wsi Wał-
Ruda. Rodzice jej posiadali niewielkie gospodarstwo. Pracowała z nimi na roli. Była prostą, religijną
dziewczyną. Zginęła na początku I wojny światowej. Carski żołnierz uprowadził ją przemocą i bestialsko
zamordował gdy broniła się pragnąc zachować dziewictwo. Po kilku dniach znaleziono jej zmasakrowane
zwłoki. Pochowano ją w parafialnym kościele we wsi Zabawa. W 1987 r. Jan Paweł II beatyfikował Karolinę
w Tarnowie.
W ikonografii Błogosławiona przedstawiana jest z palmą w ręce.
Jego Eminencja
Andream kardynał von Salza

Kardynał diakon Kościoła Świętego Jana Chrzciciela
Wielki Mistrz Zakonu Rycerskiego Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie

[Obrazek: 2U78e.png]
Odpowiedz

Izaak, Zatwornik Pieczerski

[Obrazek: 1280px-%D0%91%D0%B5%D1%81%D0%BE%D0%B2%D1...%D1%8F.jpg]

Podobnie był inny mnich, imieniem Izaak. Ten zaś gdy jeszcze w świecie był, w życiu świeckim, był bogaty, bowiem był kupcem, rodem z Toropca. I zamyślił być mnichem, i rozdał mienie swoje potrzebującym i monasterom, i poszedł do wielkiego Antoniego w pieczarę, prosząc go, aby go uczynił mnichem. I przyjął go Antoni, i włożył nań odzież mniszą, nadając mu imię Izaak, było zaś na imię mu Czerń. Ten zaś Izaak obrał życie surowe, oblekał się bowiem we włosiennicę i kazał kupić sobie kozła, zdarł skórę z kozła, i wdział na włosiennicę, i obeschła na nim skóra surowa. I zamknął się w pieczarze, w osobnej uliczce, w celce małej, na cztery łokcie, i tu modlił się do Boga ze łzami. Była zaś jedzeniem jego jedna proskura2, i ta przez dzień; wodę w miarę pił. Przynosił zaś jemu wielki Antoni, i podawał mu przez okienko, w którym tylko ręka zmieścić się mogła; tak otrzymywał żywność. I to czynił lat siedem, na świat nie wychodząc, ni na żebrach nie leżąc, jeno siedząc mało używał snu. I gdy raz, wedle zwyczaju, z nastaniem wieczoru, począł bić pokłony, śpiewając psalmy aż do północy, i strudziwszy się, siadł na siedzeniu swoim, to tym razem, gdy siedział wedle zwyczaju, świecę zgasiwszy, nagle światło zabłysło w pieczarze, jakby od słońca, aż wzrok ślepiło człowiekowi. I podeszło ku niemu dwóch młodzieńców pięknych, i jaśniały lica ich jako słońce, i mówili mu: „Izaaku! My jesteśmy aniołowie, a oto idzie ku tobie Chrystus; padłszy, pokłoń się jemu". On zaś nie zrozumiawszy biesowskiego dzieła, zapomniawszy przeżegnać się, powstawszy pokłonił się, jako Chrystusowi, biesowskiemu dziełu. Biesy zaś krzyknęli i rzekli: „Nasz jesteś, Izaaku, już!" I, wprowadziwszy go do celki, posadzili go i poczęli sadowić się około niego, i była pełna cela ich i uliczka pieczerska. I rzekł jeden z biesów, rzekomy Chrystus: „Weźcie sopiałki, bębny i gęśle, i zagrajcie, niech nam Izaak popląsa". I zagrzmieli w sopiałki i w gęśle, i w bębny, i poczęli z niego naigrawać się. I umęczywszy go, zostawili ledwo żywego, i odeszli, naurągawszy mu.

Nazajutrz, gdy zaświtało i nadszedł czas pożywienia się chlebem, przyszedł Antoni wedle zwyczaju do okienka i rzekł: „Panie pobłogosław, ojcze Izaaku!" I nie było odpowiedzi; i rzekł Antoni: „Oto już zmarł". I posłał do monasteru po Teodozego i po braci. I odkopawszy zagrodzone wejście, weszli i wzięli go, mniemając, że martwego, i wyniósłszy położyli go przed pieczarą. I ujrzeli, że żyw jest. I rzekł ihumen Teodozy, że to chyba biesowska sprawa. I położył go na łożu, i służył około niego Antoni. W tymże czasie zdarzyło się przyjść Iziasławowi z Lachów, i począł gniewać się Iziasław na Antoniego za Wsiesława. I Światosław przysławszy w nocy, zabrał Antoniego do Czernihowa. Antoni zaś, przyszedłszy do Czernihowa, upodobał sobie góry Bołdynne, wykopawszy pieczarę, tu się osiedlił. I jest tam monaster na górach Bołdynnych do dnia dzisiejszego. Teodozy zaś, dowiedziawszy się, że Antoni poszedł do Czernihowa, Poszedłszy z braćmi, wziął Izaaka i przyniósł go do siebie do celi, i służył około niego, był on bowiem osłabiony na ciele tak, że nie mógł obrócić się na drugą stronę, ni wstać, ni siedzieć, jeno leżał na jednym boku, mocząc pod siebie, często i robactwo wylęgało się pod biodrami jego z moczenia. Teodozy zaś swoimi rękami obmywał i przebierał go, przez dwa lata to czyniąc około niego. To zaś było dziwnie cudowne, że przez dwa lata leżąc ten ni chleba nie kosztował, ni wody, ni owocu, ni innego jedzenia, ni językiem przemówił, jeno niemy i głuchy leżał przez dwa lata. Teodozy zaś modlił się do Boga zań, i modlitwę odmawiał nad nim dzień i noc, dopóki ten na trzecie lato przemówił, i słyszeć począł i na nogi wstawać jak dziecko, i począł chodzić. I zaniedbywał się w chodzeniu do cerkwi, chyba siłą przywloką go do cerkwi. I tak pomału nauczyli go.

A potem nauczył się do refektarza chodzić, i sadzali go osobno od braci, i kładli przed nim chleb, i nie brał go, aż mu włożono do rąk. Teodozy zaś rzekł: ,,Połóżcie chleb przed nim, a nie wkładajcie mu do ręki, niech sam je"; i nie jadł cały tydzień, i pomału, rozejrzawszy się, zaczął gryźć chleb; tak nauczył się jeść i tak wybawił go Teodozy od knowania diabła. Izaak zaś znowu trzymał się wstrzemięźliwości srogiej. Gdy zaś Teodozy zmarł, a Stefan był na jego miejscu, Izaak rzekł: ,,Oto już podszedłeś mnie, diable, siedzącego na jednym miejscu, a teraz już nie będę zamykać się w pieczarze, lecz zwyciężę ciebie, chodząc po monasterze". I oblókł się we włosiennicę, a na włosiennicę wdział świtę zgrzebną, i począł głupkowate rzeczy czynić, i pomagać począł kucharzom, warząc dla braci. A na jutrznię przychodząc wcześniej od wszystkich, stał sztywno i nieruchomo. Gdy zaś nastała zima i mrozy lute, stał w trzewikach z przedeptanymi podeszwami, tak że przymarzały nogi jego do kamieni, i nie ruszał nogami, dopokąd nie odśpiewano jutrzni. A po jutrzni szedł do kuchni i przygotowywał ogień, wodę, drzewo, zanim przyszli inni kucharze z braci. Jeden zaś kucharz, też z takim że imieniem, Izaak, rzekł naśmiewając się z Izaaka: „O, tam siedzi kruk czarny, idź, złap go." On zaś, pokłoniwszy się mu do ziemi, poszedł, złapał kruka i przyniósł mu przy wszystkich; i nastraszyli się, i opowiedzieli ihumenowi i braciom, i poczęli bracia poważać go. On zaś, nie chcąc sławy ludzkiej, począł głupkowate rzeczy czynić, i szkodzić począł to ihumenowi, to braciom, to świeckim ludziom, tak że niektórzy razy mu zadawali. I począł po świecie chodzić, także głupka udając. Osiedlił się w pieczarze, w której przedtem był, już bowiem Antoni umarł był, i zebrał około siebie dzieci, i wkładał na nie odzież mniszą, za co odbierał razy to od ihumena Nikona, to od rodziców tych dzieci. Ten zaś to wszystko cierpiał, znosił razy i nagość, i zimno w dzień i w nocy.

Pewnej zaś nocy zapalił w piecu w izdebce pieczary; gdy rozpalił się piec, a był stary, począł buchać płomień szczelinami, on zaś, nie mając czym ich założyć, wlazłszy, nogami bosymi stanął na płomieniach, i zlazł aż wtedy, gdy wygorzał piec. I mnóstwo innych rzeczy opowiadano o nim, a niektórych i sam świadkiem byłem. I tak odniósł zwycięstwo nad biesami jak nad muchami, za nic miał strachy ich i kuglarstwa ich, mawiał bowiem im: „Chociażeście mię podeszli w pieczarze pierwej, ponieważ nie znałem knowań waszych i złości, teraz jednak mam Pana Jezusa Chrystusa i Boga mojego, i modlitwę ojca mojego Teodozego; mam nadzieję w Chrystusie, że zwyciężę was". Częstokroć bowiem biesy zbytki wyrabiali mu, i mówili: „Nasz jesteś, i pokłoniłeś się naszemu władcy i nam". On zaś mówił: "Wasz władca antychrystem jest, a wy biesy jesteście". I żegnał lice swoje znakiem krzyża, i od tego znikali. Niekiedy zaś znowu w nocy przychodzili do niego, strasząc go marami, że niby lud mnogi idzie z motykami i kilofami, mówiąc: „Rozkopiemy pieczarę tę i tego zagrzebiemy tu". Inni zaś mówili: „Uciekaj, Izaaku, chcą cię zagrześć". On zaś mówił do nich: „Gdybyście ludźmi byli, to we dnie byście przyszli, a wy jesteście ciemnością, i w ciemności chodzicie, i ciemność was zagarnie". I żegnał ich krzyżem, i znikali. Innym razem straszyli go w postaci niedźwiedzia, to znów lutym zwierzem [ryś], to wołem, to w postaci żmij wypełzali do niego, to znów żab, i myszy, i wszelkich gadów. I nie mogli mu nic uczynić, i rzekli do niego: „Izaaku! Zwyciężyłeś nas". On zaś rzekł: „Pierwej wyście byli zwyciężyli mnie w postaci Jezusa Chrystusa i anielskiej; niegodni byliście tych postaci; a teraz dopiero w prawdziwej zjawiacie się postaci: zwierzęcej i bydlęcej, i żmij, i gadów, tacy bowiem i sami jesteście, wstrętni i źli z wyglądu". I natychmiast znikły biesy od niego, i odtąd nie miał zbytków od biesów, jak to sam opowiadał: „Oto miałem przez trzy lata wojnę tę". Potem począł żyć surowiej i wstrzemięźliwość zachowywać, poszczenie i czuwanie. I tak żyjąc, zakończył życie swoje. I rozchorował się w pieczarze, i ponieśli go chorego do monasteru, i do ósmego dnia spoczął w Panu. Ihumen zaś Jan i bracia odziali ciało jego i pochowali je.

[Obrazek: 1280px-%D0%9F%D0%BE%D0%B3%D1%80%D0%B5%D0...%D0%B9.jpg]

Żywot Izaaka Zatwornika Pieczerskiego zachowany na kartach Powieści dorocznej w tłumaczeniu F. Sielickiego (ostrzegam, że mocno takie sobie to tłumaczenie, ale nie chciało mi się robić własnego). Miniatury pochodzą z Latopisu radziwiłłowskiego.
Amethystus cardinalis Faradobus marchio Mediolani
Archidiaconus Ecclesiæ SS Duodecim Apostolorum · Archibasilicæ SS Iohannes Baptista
Et Evangvangelista ad Lateranum Canonicus Profanus · Amicus Patriarchæ Mensæ
Semper Serenissimus Rex Hirschbergiæ et Weerlandiæ · Leo Wolnogradensis
[Obrazek: 99633905753129374.png]
[-] 1 użytkownik polubienia ten post.
  • Mikołaj Dreder
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2022 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2022 Styl © iAndrew 2016-2022 Edit © Axwell 2017-2022