Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pożar Apostolskiego Miasta
#51
Dzień 20 września okazał się wręcz świętem dla żandarmów . Przed południem po koszarach rozeszła się wieść że dzięki Opatrzności Bożej obaj ranni sprzed kilku dni wracają do zdrowia. Gonfalonier pomyślał
-Złego diabli nie biorą. Dobra nasza.
I poszedł siodłać konia aby udać się do szpitala. Po drodze wysłał adiutanta do składziku z dystynkcjami i odznakami . Jadąc ulicami Rotrii Gonfalonier napotkał grupę członków straży obywatelskiej prowadzącą mocno obitego aresztanta.
-Co się tu dzieje?-zapytał Orański.
Tamci chwilę się wahali, ale widząc złote dystynkcje na pagonach odpowiedzieli szybko: Podpalacz. Chcieliśmy go zabić na miejscu jak psa,którym zresztą jest, ale pan kapral kazał go doprowadzić księciu Orańskiemu.
-To ja. Nieście go do koszar gwardii. Niech go tamci przesłuchają.-powiedział książę.
Strażnicy ukłonili się i skręcili w kierunku nowego celu podczas gdy Maurycy znów jechał w kierunku szpitala w którym leżał aresztowany. 
-Do kogo pójdziemy najpierw?-odezwał się adiutant.
-Najpierw obowiązki potem przyjemności-odpowiedział gonfalonier.
-To nadal nic mi nie mówi.-drążył temat oficer.
-No wiesz co?! Dzięki że mnie podejrzewasz że lubię męczyć ludzi-obruszył się Maurycy.
Jak zamyślał, tak i uczynił. Do izolatki aresztowanego wszedł on,Giuseppe i jeszcze jeden oficer.
-Nic wam nie powiem.-warknął na wchodzących ranny.
-No to wstępne uprzejmości mamy już za sobą-ironicznie uśmiechnął się dowódca
-Panowie, powoli i spokojnie czy od razu "ciężkie działa".-zwrócił się do podwładnych Orański.
-Nie ma się co spieszyć Ekscelencjo.-odpowiedzieli zgodnie żandarmi.
Orański wymierzył pierwszy cios. Nie pomogło tak jak i kilka następnych. Kolejne zadawane były kolbą rewolweru.
-Dobra, bo jeszcze go zabijemy- przerwał tortury Orański.
-Trzeba uderzyć z rozmysłem-powiedział i wyciągnął bagnet po czym rozciął gojącą się ranę pojmanego. Podpalacz zawył z bólu.
-Przynieście mi pustą butelkę-powiedział demonicznie uśmiechając się Orański
Po otrzymaniu żądanego przedmiotu Maurycy mocnym uderzeniem urwał denko i postąpił kila kroków w kierunku wrogiego jeńca.
Ten zrozumiał o co chodzi i zgodził się mówić. Zgodnie z przewidywaniami gonfaloniera człowiek był płotką. Podał jednak dom na Awentynie gidzie się spotykali i poznane nazwisko jednego z towarzyszy.: Pietro Mercelli. 
Zadowolony Orański mógł zlecić wysłanie tam  oddziału i poszukiwania wskazanego człowieka. wreszcie iść nagrodzić awansem i odznaką za rany. Młody żołnierz spokojnie na szpitalnym łóżku. Na widok swego dowódcy próbował się podnieść.
-Spocznij-uciął krótko niepotrzebny wysiłek Orański.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Wracam do zdrowia i za niedługo wrócę do służby-hardo powiedział młodzieniec
-Do służby wrócisz już jako starszy żandarm i odznaczony odznaką za rany_odrzekł książę wyciągając dystynkcję i medal. Odznakę przypiął na piersi a "belkę" położył u wezgłowia łoża.
-Muszę już iść. Obowiązki czekają-pożegnał się Orański
-Wiara i męstwo-rzekł świeżo awansowany.
-Wiara i męstwo- powtórzył gonfalonier
Odwiedził także innego podkomendnego, brygadiera poparzonego w ratowaniu ludzi z pożaru. Jego awansował na wiceinspektora
W budynkach oczywiści nic nie znaleziono, ale okoliczni mieszkańcy pomogli  sporządzić portrety pamięciowe tych którzy tam mieszkali i częściowo gości.
W nocy jeden z posterunków na rogatkach zatrzymał do kontroli ciężarówkę. Zgodnie z procedurą jeden żandarm przeszukiwał pojazd, a trzech go ubezpieczało.
Kierowca był wyraźnie podenerwowany co wzmogło czujność strażników. Gdy tylko kontroler zajrzał pod plandekę zaszczekotała krótka seria i wóz ruszył do przodu. Zatrzymały go celne strzały żandarmów.
-Padnij-krzyknął dowódca widząc ze ciężarówka odwraca się tyłem do placówki. Słuszni się obawiał ponieważ km z ciężarówki wkrótce odezwał się znowu. Na szczęście wszyscy zdążyli się schować. Wywiązał się wymian gonie w której wykazał się zastępca dowódcy posterunku który celnym strzałem zranił jednego z obsługujących co wywołało krótką przerwę w strzelaniu i umożliwił znajdującemu się najbliżej żandarmowi obezwładnienie kolejnego buntownika i przejęcie karabinu. Na pace znaleziono jeszcze amunicję do karabinu i granaty.
Odpowiedz

#52
Kardynał von Salza bezskutecznie próbował otworzyć potężne drzwi. De Medici trzymając pochodnię szukał drogi ucieczki z zamkniętego korytarza. Dreder zaś wpatrywał się w nadchodzący czarny punkt. Słychać było ciężkie kroki, głośny odgłos obcasów i ruszającej się kostki kamiennej. Zewsząd spływała kropelkami woda. Nastała cisza. Dreder, jako najodważniejszy z całej grupy przybliżył się do postaci, zaś de Medici i von Salza próbowali zniszczyć miedziany zamek drzwi.
- Proszę, proszę, proszę - regent, generał zakonu i wikariusz generalny - trzy myszki w jednej pułapce, jakie to słodkie - odrzekła z szyderą postać w ciemności.
- Lepiej powiedz po co nas tu schwytałeś, Franchetti? - odpowiedział gniewnie wikariusz generalny.
- Od dawna próbowałem Was schwytać w jedno miejsce i publicznie zgilotynować jako zdrajców Państwa Kościelnego, ale przy obecnej władzy nie jest to możliwe - gdyby rządził świętej pamięci Albert Orański, kto wie... Może na Piazza di Morte powiewałyby Wasze głowy. Niemniej jednak przeszkadzacie bardzo mi w działaniach na rzecz obalenia Patriarchy. Cazzo, prawie mieliśmy tego dziada w trumnie położone, a wtedy wystawilibyśmy naszego kandydata i z Państwa Kościelnego zrobilibyśmy świecką republikę! - wykrzyknęła postać.
- Nic z tego! Patriarcha jest ukryty w bezpiecznym miejscu i nic mu nie zrobicie, a nas zastąpią kolejne pokolenia - krzyknął Dreder.
- Żebyś się nie zdziwił, malutki Nicolasie, jak bardzo się mylisz. Moi assasyni są wszędzie. Nawet w karocy wiozącej Klemensa IV do Fortezza Medicea, "nikt nie zdobył tego miejsca", pieprzenie Pio de Medici. Każdy wie, jak wejść w to miejsce. Najpierw stracę Was, a potem stracę Ojca Świętego - a na konklawe obierzemy swojego człowieka. To jak wolicie? Zginąć od kuli czy od szabli?
W tym momencie kardynał von Salza wyciągnął spod peleryny swój zakonny pistolet i wymierzył trzy kule przed siebie, w ciemność. Następnie Medyceusz mający pochodnię zaświecił w to miejsce - nikogo tam nie było. Krocząc jednak przez tunel nie usłyszeli żadnych kroków, żadnego odgłosu, żadnego otworu - znaleźli tylko poszetkę z inicjałami "T.M. - A.M.D.G.".

Kardynałowie oraz biskup szli tunelami drogą powrotną - wszak drzwi do piwnic Bazyliki św. Piotra za murami były zamknięte. Przechadzali się wśród kanałów i korytarzy pod Apostolskim Miastem znajdując coraz to nowe napisy oraz malunki - wśród nich oko de Mediciego dostrzegło malunek Baphometa - przestraszył się.
- To szataniści! To szataniści, mówię Wam! - krzyczał rozpłakany Sekretarz Stanu - ratujmy Patriarchę!
- Ale jak to baphomet? Zapytał zdziwiony kard. von Salza, który próbował skojarzyć fakty symboli na ścianach - koza z niewieścimi piersiami, pentagram, skrzyżowane kopyta i ludzkie ręce, jakieś napisy - skąd to wziąłeś Pio?
- To znak okultystów, a potem masonów i szatanistów - temu "czemuś" oddawali cześć Templariusze, i za to spłonęli na stosie - gotował się de Medici.
- Myślisz, że to szataniści planują zamach na Ojca Świętego? - zapytał Dreder.
- Nie myślę, a jestem pewien. Oni chcą obalić Patriarchę i wprowadzić tutaj satanizm, a Franchetti i jego spółka przyłączyli się tylko z powodów ekonomicznych i finansowych, cały majątek kościelny byłby ich. A ludzie? Którzy są tak naprawdę wierni Chrystusowi?
- Fortezza Medicea jest pilnie strzeżona? - zapytał von Salza.
- Jeśli Franchetti nie ma tam swoich najemników to tak, z tego co wiem, to Patriarcha zamknięty jest w plebanii kościoła św. Sebastiana, do którego klucze ma tylko proboszcz oraz mój kuzyn, Felipe. Jest bezpieczny jak ptaszek w złotej klatce - odrzekł de Medici.
A echo, które odbiło się od ścian uświadomiło duchownych, że są blisko wyjścia. Analizując kolejne rysunki oraz napisy, które skrzętnie kard. Dreder wpisywał do kajetu, który zawsze nosił w sutannie, doszli do kolejnych drzwi prowadzących do piwnicy.
Wyszli niedaleko murów Oktawiana Augusta, a więc kilka kroków od Bazyliki Laterańskiej. Stamtąd von Salza i Dreder pojechali do Toskanii automobilem, aby zabrać stamtąd Patriarchę, zaś de Medici pojechał automobilem proboszcza Bazyliki do Pałacu Kwirynalskiego. Obserwował spalone i oberwane dachy oraz kolejne wygrzebywania zmarłych spod gruzów.
- Znowu w nocy płonął Lateran, Boże, skończ tę tragedię - odrzekł Medyceusz.
(-) Sua Sanctitas Joannes I,
Servus Servorum Dei,
Pastor Pastorum,
Patriarcha et Episcopus Rotriae
Odpowiedz

#53
Proszę o pozwolenie na eskortowanie Ojca świętego przez moją gwardię waregów. Niedawno dla wiary zdobyli Jerozolimę i nie pozwolą aby coś się stało Ojcu Świętemu.
(-)Cesarz Franz II Wadar vel Cesarz Jan I Bizantyjski

Basilleus i Autokrator

Kurator Wielki W Rzeczpospolitej Obojga Narodów

Członek Zakonu Krzyżackiego
Odpowiedz

#54
Jedno podstawowe pytanie:czy z Miasta jeszcze coś zostało?
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau, Antwerpii i Mediolanu
hrabia Westerlo
Wielki Marszałek Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie
Odpowiedz

#55
Zbierając raporty z Miasta spłonęło raptem 3 proc. zabudowań. To naprawdę pojedyncze, ale istotnie dobrane budowle.
(-) Sua Sanctitas Joannes I,
Servus Servorum Dei,
Pastor Pastorum,
Patriarcha et Episcopus Rotriae
Odpowiedz

#56
Music 
Kolejny dzień minął o niczym. Kilka fałszywych lub nieaktualny tropów.
Zmęczony i zniechęcony Gonfalonier położył się spać przed godziną 22. Jego sen nie trwał długo. Właściwie nic. Nim zdążył naprawdę zasnąć rozległy się strzały, potem brzęk tłuczonego szkła i znowu strzały. Jeszcze na schodach Maurycy poczuł zapach dymu.
-Co się stało?-zatrzymał biegnącego żandarma.
-Podpalili biuro oficera dyżurnego-zameldował żołnierz.
-Co z nim?-zmartwił się krzyżak.
-Poparzony. Wezwaliśmy karetkę-odpowiedział żołnierz.
-Jeszcze jakieś straty-dopytywał się dowódca.
-Jeden z wartowników postrzelony. Mogę już iść?-młodzieniec się zniecierpliwił. Orański skinął głową i obaj poszli w swoje strony.
Na korytarzu książę wpadł na dirgente Mogheriniego.
-Właśnie miałem do pana iść-powiedział tamten
-O podpaleniu wiem. Czy jest coś o czym nie wiem?-zaniepokoił się Polak.
-To samo zdarzyło się w całym mieście-wydukał  oficer.
-Co?-przeciąle zapytał Gonfalonier.
-Krótko mówiąc:
Welia-posterunek częściowo spłonął. 3 rannych, 1 zabity. 1 zamachowiec martwy.
Awentyn- bez strat. Zamachowcy nieskutecznie obrzucili posterunek butelkami z benzyną. Prawdopodobnie 1 ranny wróg.
Eskwilin- posterunek cały zniszczony, 5 rannych i 2 zabitych
Wirminał-posterunek nienaruszony ranny wartownik, 2 rannych atakujących pojmany
                -posterunek w 3/4  spalony, ale bez strat ludzkich, 1 buntownik martwy i co najmniej jeden ranny.
                  -posterunek całkowicie spłonął ,4 rannych
Następny dzień upłynął na zabezpieczeniu pozostałości i wstępnym naprawianiu szkód.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau, Antwerpii i Mediolanu
hrabia Westerlo
Wielki Marszałek Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie
Odpowiedz

#57
-Wciąż zero kontaktu?-zapytał Orański żandarma odpowiedzialnego za skrzynkę kontaktową z Wenezlausem.
-Tak jest!-żołnierz stanął na baczność.
-Najwyraźniej nie żyje. Przejdziemy do innych zadań. Zgłoś się do mojego zastępcy-poinformował Gonfalonier.
Kiedy tamten wyszedł Maurycy wyciągnął z szuflady zapieczętowany list, złamał pieczęć i odczytał go. Zawarte w nim było pytanie o nakazanie zawieszenie działalności.
-A to bydlę-pomyślał książę i napisał zaprzeczenie i prośbę o dostarczenie streszczenia poprzednich raportów.
W tym samym czasie za zdradzieckim łącznikiem od biura zastępcy Gonfaloniera podążał już tajniak. Buntownik miał dostarczyć paczkę do koszar Gwardii. Zgodnie z przewidywaniami sprawdził jej zawartość-dokumenty z mało ważnymi lub błędnymi informacjami. Paczka dotarła do adresata prawie równo z listem informującym o akcji.
Teraz kluczową kwestią jest komu zdobyte "tajne informacje" zostaną przekazane. Po wyjściu z koszar zdrajca wrócił jakby nigdy nic do koszar. Krok w krok za nim przez bramę przeszedł tajniak. Dla niepoznaki udał że rozmawia z oficerem dyżurnym. Wystarczyło się jednak bliżej przysłuchać się ich słowom by od razu zorientować się że nie mają sensu.
Gdy śledzony zniknął w bocznym korytarzu śledząc ruszył za nim. Podsłuchał jak łącznik przekazuje oficerowi dane, a ten mówi że wszystko przekaże dowództwu.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau, Antwerpii i Mediolanu
hrabia Westerlo
Wielki Marszałek Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie
Odpowiedz

#58
Na polecenie Księcia Maurycego do akcji mieli wkroczyć przetransportowani do miasta waregowie na czele z samym Cesarzem Janem. Było ich tylko piętnastu, a szensastu razem z władcą. Cesarz Jan wybrał najlepszych do tego zadania, miało dojść z pewnością do walki wręcz toteż waregoaie byli do tego zadania lepsi niż milicjanci kłopotliwie walczący bagnetem. Oczywiście oddział bizantyjski uzbrojony był w dwuręczne topory i toporki, a tylko Cesarz w zapożyczony od Księcia Maurycego rewolwer oraz własny miecz. Zadanie było jasne. Wytropić człowieka z informacjami od łącznika i zneutralizować ich pomniejszą siedzibę. Naturalnie brać wszystkich żywcem.

Zadanie z początku nie było trudne. Szybko zlokalizowano w poblskim miejscu człowieka, który miał przekazać informacje i ludzie Cesarza zaczęli go śledzić. W liczbie pięciu waregów druga grupa miała zajść od prawej tajemniczego łącznika i go obezwładnić. Sytuacja jednak zmieniła się gdy człowiek podejrzewany poczuł że coś nie gra i przyspieszył kroku. Za Nim w pogoń poszła grupa od flankowania potem zaś natychmiast grupa Cesarza Jana.

Nagle poszukiwany skręcił w jedną z uliczek między spalonymi kamienicami, a gdy pierwsza grupa dobiegła w to miejsce zastała ją salwa z broni zapewne austro-węgierskiej w liczbie 6 karabinów manlicher. Padło 3 waregów, "na szczęscie" tylko jeden zginął, zaś dwaj pozostali byli ciężko ranni. Reszta dzięki uspokojeniu przez Cesarza choć w lekkim szoku twardo trzymała się na nogach. Cesarz jako jedyny uzbrojony w broń palną z grupy pościgowej z narażeniem życia przebiegł przesmyk między budynkami celnie wpakowując dwie kule w jednego z przeciwników. Jak się okazało potem żołnierz przeżył trafiony w okolice obojczyka i kolano. Strzelanina trwała dalej. Waregowie byli w kropce. Chcieli pomóc wodzowi ale niestety nie byli wstanie się ruszyć. Nagle jednak spostrzegawczy Cesarz Jan usłyszał jak magazynek jest wysuwany.

-Nie mają amunicji!-pomyślał szybko i natychmiast padł rozkaz po grecku:

-Szarża!

I w tym momencie na wrogów przeładowywujących spadła lawina waregów. W czasie szarży Cesarz Jan dodatkowo zauważył zabarykadowane drzwi za miejscem łamiącej się teraz obony wroga

-Skhyption!- zawołał jednego z waregów i z jego pomocą sprawnie wyważył drzwi. W środku było 3 ludzi,którzy starali się spalić dowody oraz ukryć broń. Za późno. Nim zdążyli wyciągnąć broń aby zabić Cesarza oraz jego warega, Cesarz sam do nich wymierzył, zaś Wareg przystąpił do obezwładniania. Na dworze walka była skończona. Okazało się, że z niektórych broni padła jeszcze salwa, która śmiertelnie raziła dwóch waregów, a u wroga jakoś udało się waregom nikogo na rozkaz Cesarza nie zabić. Skończyło się jednak na tym, że jeden z buntowników szale bitewnym waregów stracił dłoń, a dwóch było mocno obitych. Misja wykonana. Na nadgarstkach wrogów można było zobaczyć symbole wskazujące na przynależność do sekty, a częśc dokumentów (między innymi obecny pobyt Franchettiego choć niepełny-ukrywa się w kamienicach z przynależności szlacheckich na obrzeżach miasta, lecz może się to zmienić) oraz plany wysadzenia pozstałych budynków. Zalecam ewakuację wszystkich ważnych osób rządzących oraz cywili z tamtego rejonu. Cały ten raport około połudnoa wylądował na biurku przyjaciela Cesarza, Księcia Orańskiego, który sam Władca przyniósł.
(-)Cesarz Franz II Wadar vel Cesarz Jan I Bizantyjski

Basilleus i Autokrator

Kurator Wielki W Rzeczpospolitej Obojga Narodów

Członek Zakonu Krzyżackiego
Odpowiedz

#59
Od wczoraj mężczyźni pod dowództwem żołnierzy gwardii kwartał po kwartale czyścili ulice, przewracali resztki zniszczonych domów, dogaszali pożary.
Oczyszczali i układali dobre cegły w kostki do budowy nowych domów.
W czasie kobiety zajmowały się dziećmi i starymi ludźmi.
Ważyły też dla wszystkich jedzenie.
Jego Eminencja
Andream kardynał von Salza

Kardynał diakon Kościoła Świętego Jana Chrzciciela
Wielki Mistrz Zakonu Rycerskiego Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie

[Obrazek: 2U78e.png]
Odpowiedz

#60
Dobra robota WCM. Proszę się zastosować do sugestii przesłanych drogą prywatną.
[Obrazek: 2usMx.png]
Jego Książęca Wysokość
Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii i Nassau, Antwerpii i Mediolanu
hrabia Westerlo
Wielki Marszałek Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2019 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2019 Styl © iAndrew 2016-2019 Edit © Axwell 2017-2019