Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przytułek dla ubogich
#1
[Obrazek: WbNA.png]

Kardynał Orański stanął przed niewielkim budynkiem z cegły, który wzniósł ponad cztery lata temu jeszcze jako Basilio Aldobrandini. Spojrzał na figurę św. Marcina z Tours, stojącą w niewielkim ogrodzie przed główną bramą i pomyślał, jak miejsce to niegdyś tętniło życiem. Objął swym spojrzeniem całą posiadłość, ulokowaną w Wielkim Księstwie Oranii, w Bergamo, i zauważył powybijane szyby i uschniętą roślinność. Natychmiast kazał posłać po Louisa, który opiekował się tymi ziemiami w imieniu Wielkiego Księcia.

Spotkali się następnego dnia w tym samym miejscu. Louis przyniósł szkatułkę, której wieko przedstawiało postać św. Marcina. Gdy ją podniósł, Eminencja Orański wyciągnął z niej niewielkich rozmiarów kluczyk z ułamanym uchwytem. Podszedł do głównych drzwi i przekręcił go w zamku. Drzwi otworzyły się po delikatnym ich pchnięciu, a z wnętrza uniosła się chmura kurzu. Drewniana podłoga skrzypiała, z sufitu zwisały pajęczyny, a schody nie nadawały się do użytku. Jeżeli wewnątrz znajdowały się jakieś cenne przedmioty, z pewnością już dawno zostały skradzione.
- Na jutro musi być tutaj wszystko gotowe - rzekł kardynał Orański. - Zamieszkają tutaj ci, którzy najbardziej ucierpieli podczas pożarów w całym Państwie Kościelnym, szczególnie biedni i ubodzy. Wielu martwi się o zdrowie dostojników. Nie zabraniam tego, gdyż sam zaprzątam sobie głowę zdrowiem Patriarchy, lecz równie ważna jest opieka nad maluczkimi, którzy stracili dach nad głową. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych...”
- Cieszę się, że jakaś część z ojca Basilia jeszcze w Eminencji pozostała - odrzekł Louis, uklęknął i ucałował pierścień kardynała Orańskiego.
- Nie marnujmy czasu, czeka nas dużo pracy - odparł Wilhelm, ściągnął swoją cappa magna i sutannę, tak że została jedynie czerwona koszula, czarne spodnie i obowiązkowo wypolerowane na błysk buty, zakasał rękawy i chwycił miotłę, która oparta była o ścianę korytarza.
/-/ Jego Wielkoksiążęca Mość i Eminencja
Wilhelm Jan Oranje-Nassau
[Obrazek: 2URap.png]
Odpowiedz

#2
Wasza Eminencjo
Jeżeli potrzeba osób do opieki, mogę podesłać parę sióstr i służebnych z Zakonu Krzyżackiego
Jego Eminencja
Andream kardynał von Salza

Kardynał diakon Kościoła Świętego Jana Chrzciciela
Wielki Mistrz Zakonu Rycerskiego Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie

[Obrazek: 2U78e.png]
Odpowiedz

#3
Kardynał Orański pracował przez całą noc przy odnowie przytułku dla ubogich wraz z grupą ochotników, którzy przybyli z pobliskich miejscowości. Z samego rana, gdy o godzinie 6 dzwon kościelny bił na „Angelus”, wstał, przeżegnał się i odmówił modlitwę, a następnie wrócił do pracy. Okazało się, że straty nie są tak wielkie, jak na początku sądzono. Wszyscy dwoili się i troili, więc było wiadome, że przed południem budynek będzie gotowy. Eminencja Wilhelm zbijał jeszcze ostatnie łóżka, niewielka grupa mężczyzn polerowała podłogi, siostry elżbietanki gotowały obiad, a chłopi kończyli już pracę w ogrodzie i na grządkach.

Jeszcze przed godziną 12 prace były zakończone, w związku z czym wszyscy zgromadzili się w kaplicy, w której unosiła się woń świeżych kwiatów, a słońce wpadało przez umyte okna. Siostry elżbietanki zaintonowały śpiew „Angelus Domini”.


Po modlitwie pracownicy wraz z Eminencją Orańskim przeszli się po całym budynku, oceniając efekty swej pracy. Kardynał wysłał także kilka wozów, aby zebrać z całego Państwa Kościelnego żebraków i biednych, którzy stracili cały dorobek życia. We wszystkich księstwach lennych rozeszła się już wiadomość o działaniach Wilhelma Orańskiego, dlatego też niektórzy z niecierpliwością wyczekiwali wozów, aby zacząć życie na nowo.

[Obrazek: 6015_mid_004996.jpg]
/-/ Jego Wielkoksiążęca Mość i Eminencja
Wilhelm Jan Oranje-Nassau
[Obrazek: 2URap.png]
Odpowiedz

#4
Popołudniu pod bramę przytułku zjeżdżały pierwsze pojazdy, które po brzegi wypełnione były ludźmi. U drzwi witał ich osobiście kardynał Orański. Niektórzy padali na kolana i całowali pierścień. Inni nie podnieśli nawet wzroku, nadal mając w pamięci obrazy płonącego dobytku, czy bliskich, którzy odeszli do Pana. Żaden z przybyłych nie miał choćby małej walizki, swój dobytek pomieścili w kieszeniach zużytych marynarek i obdartych kurtek.
Za progiem witał ich Louis, który każdej rodzinie ofiarował kluczyk z numerem pokoju, w którym mieli zamieszkać. Gdy tylko do niego weszli, siostry elżbietanki niosły już wazy pełne ciepłych zup i talerze po brzegi wypełnione mięsem i warzywami. Na stolikach znajdowały się filiżanki i dzbanki z ciepłą wodą, aby zaparzyć herbatę lub kawę, zaś w kuchni bezę ozdabiano już bitą śmietaną i malinami. Dla wielu był to pierwszy posiłek od wielu dni, a inni nie jedli niczego konkretnego nawet od tygodni.
Eminencja Orański chciał poznać wszystkich przybyłych, dlatego poprosił, aby deser podać w jadalni, a nowych mieszkańców przytułku zaprosić do wspólnego stołu. Wspólna modlitwa poprzedziła wymianę zdań i doświadczeń. Kardynał przysiadał się do każdego z osobna i wysłuchiwał życiowych dramatów.
Liczba przybyłych robiła wrażenie i przerosła wszelkie oczekiwania. Ludzi przywieziono dopiero z nieco ponad połowy obszaru, a do dyspozycji zostało tylko kilkadziesiąt pokoi.

[Obrazek: 20180922-paolo-vi-acli-01.jpg?w=520&h=350&crop=1]
/-/ Jego Wielkoksiążęca Mość i Eminencja
Wilhelm Jan Oranje-Nassau
[Obrazek: 2URap.png]
Odpowiedz

#5
Jak działa przytułek? Czy idea się sprawdziła? Po serii pożarów pewnie więcej osób do niego trafiło. Chętnie wyślę paru ochotników ze Sieny do pomocy.
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2019 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2019 Styl © iAndrew 2016-2019 Edit © Axwell 2017-2019