Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Aurelio de Medici y ZepKlub Księgarza
#91
(12.11.2020, 00:40:23)Brat Symeon napisał(a): Mam nadzieję, że temat beatyfikacji Fultona Sheena wróci najszybciej, jak to będzie możliwe. Bardzo szkoda, że musiała ona być odłożona.

A co spowodowało przerwanie procesu?
Il Papa Nero
Mikołaj kardynał Dreder
Dziekan Kolegium Kardynalskiego
Generał Towarzystwa Jezusowego
[Obrazek: 14101934_nicolodreder2.png?w=1100]
Odpowiedz

#92
Przyczyn nie znam. Tyle wiem, że jacyś biskupi czy biskup zgłosił zastrzeżenie, że nie był dostatecznie zbadany czy coś. O ile dobrze pamiętam.
(-) Michael Franciscus Lubomirski-Lisewicz
Baro Vinci
Legatus Reipublicæ Poloniæ-Lithuaniæ in Principalitas Sarmatiæ et Reipublicæ Bialeniæ
Minister Ducatis Urbinis
Odpowiedz

#93
https://www.gosc.pl/doc/6024721.Dlaczego...ona-Sheena
W dużej mierze chodzi o spór między konserwatystami a progresistami w Kościele w USA.
x. dk. Gagik Bagratyda
[Obrazek: 1027.png]
 
 
[Obrazek: 38dok.png]
Odpowiedz

#94
To możliwe...

Czyli już prawie rok minął.
(-) Michael Franciscus Lubomirski-Lisewicz
Baro Vinci
Legatus Reipublicæ Poloniæ-Lithuaniæ in Principalitas Sarmatiæ et Reipublicæ Bialeniæ
Minister Ducatis Urbinis
Odpowiedz

#95
Znalazłem w komputerze napisanych w tym roku kilka notek o różnych książkach, które uważam za warte przeczytania. Kiedyś opublikowałem je anonimowo na jednym z lokalnych portali. Może się tu nadadzą a propos czytania dla przyjemności. Może niedługo dorzucę jeszcze jedną, bo akurat piszę.


Cytat:Mózg i błazen: rozmowa z Jerzym Vetulanim. Marcin Rotkiewicz

Mimo że zawód, funkcja czy tytuł profesora z natury rzeczy niesie ze sobą konieczność częstych publicznych wystąpień, bardzo rzadko można spotkać uczonego, który jest jednocześnie osobowością i celebrytą.

Trudno o akademika, który nie daje się zamknąć w swoim hermetycznym, gabinetowym lub laboratoryjnym świecie i do końca życia czerpie energię z poznawania świata. Z tego schematu wyłamał się profesor Jerzy Vetulani - niepokorny syn wybitnego historyka prawa. Z jednej strony światowej sławy neurobiolog, a z drugiej dusza Krakowa. Po zakończeniu kariery akademickiej pozostał mentorem swoich młodszych kolegów, jednocześnie zasłynął jako genialny popularyzator nauki. Jego wykłady przyciągały tłumy również laików. Z jednakową werwą rozwodził się z katedry o działaniu ludzkiego mózgu, a ze sceny – o rzymskich fallusach i konieczności bardziej dosadnego tłumaczenia starożytnych klasyków.

Na łamach książki „Mózg i błazen” opowiada Marcinowi Rotkiewiczowi o swoim szczęśliwym życiu, w którym oprócz działalności naukowej zdążył zostać między innymi jednym z współtwórców Piwnicy pod Baranami, niedoszłym prezydentem dawnej stolicy i piewcą wolnych konopi. Średnio raz w roku, będąc zdeklarowanym ateistą, jadał obiad z Janem Pawłem II.

W Krakowie organizował legendarne urodziny, na których bawili się przedstawiciele kilku pokoleń - od licealistów po nobliwych członków Polskiej Akademii Nauk. Niezwykłą cechą profesora Vetulaniego było traktowanie każdego, niezależnie od wieku, w sposób identyczny - z taką samą uwagą , ciekawością i niegasnącym poczuciem humoru. Wydaje się, że znalazł na tym polu złoty środek.

Czytając wywiad – rzekę mamy możliwość zajrzenia do publicznego i prywatnego świata bohatera, który opowiada o dzieciństwie, przekornym zapisaniu się do ZMP (skąd szybko go usunięto), uprawianiu nauki bez patosu, liberalnym podejściu do bigamii i szczęśliwym życiu rodzinnym.

Gawędziarski talent Vetulaniego i dziennikarski Rotkiewicza zrodziły rzecz, od której trudno się oderwać nawet temu, kto pierwszy raz słyszy to egzotyczne, podobno etruskie nazwisko.

Dobranoc, panie Lenin! Tiziano Terzani

Kolosy na glinianych nogach upadają efektownie, a jednocześnie szybko i niezauważalnie. Tak szybko, że często trudno jest uchwycić ów „moment krytyczny”. Koniec Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, kraju-systemu, który przez kilkadziesiąt lat trzymał pod okutym butem połowę świata, był właśnie takim nagłym, głośnym, ale niespodziewanym upadkiem. Amerykański prezydent George Bush senior odbierając telefon od sygnatariuszy układu w Białowieży, przywódców nowopowstałych państw, podobno myślał, że to żart. Zaskoczony był zresztą cały świat.

Tak jak u genezy Kraju Rad stał gwałtowny, zbrojny przewrót, nazwany później szumnie Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową, tak o jego upadku zdecydowała długotrwała (re)wolucja społeczna. Nie bez przyczyny to właśnie przemiany zachodzące u podstaw, w szeregach „ludu pracującego” szesnastu bratnich republik stały się przedmiotem zainteresowania wielu literatów. „Od wewnątrz” mistrzowski portret mieszkańców Związku Radzieckiego nakreśliła w Czasach secondhand późniejsza noblistka Swiatłana Aleksijewicz. Spośród twórców pochodzących z radzieckiej strefy wpływów nie sposób nie wymienić Ryszarda Kapuścińskiego, autora bestselleru Imperium.

Te same zjawiska w czasie swojej podróży przez upadające państwo Gorbaczowa obserwował włoski dziennikarz i pisarz, wieloletni azjatycki korespondent pisma „Der Spiegel” Tiziano Terzani (1938-2004). Był doświadczonym i odważnym reportażystą, który wszędzie gdzie mieszkał i pracował starał się żyć życiem miejscowych: na przykład w Chinach posłał swoje dzieci do miejscowej podstawówki, a nie do szkoły dla dzieci obcokrajowców. Wcześniej był naocznym świadkiem upadku Sajgonu i cudem uratował się przed egzekucją w czasie pobytu w Kambodży rządzonej przez Czerwonych Khmerów. Ekscentryczny Włoch z siwą brodą miał niezwykły dar rozumienia tych, u których był gościem. Nie mogło go zabraknąć na pogrzebie Czerwonego Imperium. Tak powstała książka Dobranoc, panie Lenin! (Buonanotte, signor Lenin), relacja z upadającego mocarstwa. Terzani, podobnie jak Kapuściński, nie ograniczył się do pobytu jedynie w jednym z centrów wydarzeń - w Moskwie, Kijowie czy Leningradzie. Różnica między nimi polega na tym, że reportaż Włocha jest relacją z jednej podróży, a Polak bywał w ZSRR wiele razy.

Tiziano Terzani płynąc po Amurze dowiedział się o „abdykacji” Gorbaczowa. Odwiedził Birobidżan, stolicę Żydowskiego Obwodu Autonomicznego, który nawiasem mówiąc istnieje do dziś jako fantomowy relikt stalinowskiej Ziemi Obiecanej. Z wymarłego Chabarowska, miasta „niepozbawionego śladów dawnej elegancji”, śledził wiadomości o puczu Janajewa. Na przykładzie rozmów z mieszkańcami Nikołajewska, miasta położonego przy ujściu Amuru, pokazał specyfikę peryferii imperium pisząc: „Także tutaj pucz nie wzbudził szczególnych reakcji. Jesteśmy daleko od Moskwy. Za każdym razem tak się działo. Nawet rewolucja październikowa dotarła tu pół roku później”.

Z bezkresnej Syberii, „ziemi która śpi”, autor pojechał do Kazachstanu, „bogatego śmietnika Związku Radzieckiego”, na którego przykładzie opisał dziwaczny proces odradzania się tożsamości narodowej na radzieckim fundamencie ideologicznym. W Kazachstanie, Kirgistanie, Tadżykistanie i Turkmenistanie zadawał pytanie o rolę islamu i słynnej stepowej wolności. Z bliska pokazał fikcyjną zmianę na szczytach władzy, w ramach której dotychczasowi sekretarze republikańskich filii KPZR stali się, najczęściej dożywotnimi, prezydentami niepodległych państw Azji Centralnej. Czytając opowieści Terzaniego widzimy możliwości, które te państwa i narody otrzymały trzydzieści lat temu. Dziś możemy porównać to z ich późniejszymi dziejami, na których piętno najczęściej odcisnęły nowe, „swojskie”, ale nie mniej okrutne dyktatury.

Przez Kaukaz, gdzie obserwował rodzący się konflikt o Górski Karabach, przybysz z Zachodu dotarł wreszcie do Moskwy, na sam Plac Czerwony. Książkę kończy opis konfrontacji autora z tytułowym bohaterem, a właściwie z jego mumią. „Z biegiem lat Lenin ikonoklasta sam został przekształcony w ikonę, zrobiono zeń bóstwo, które wykorzystywano w zależności od potrzeb: jako boga postępu, wojny czy płodności.” – napisał Terzani z przeświadczeniem, że właśnie wykorzystał ostatnią okazję do tego spotkania.

Warto podkreślić, że włoski podróżnik nie dotykał jedynie tej historii, która działa się bezpośrednio na jego oczach. Wielką wagę przykładał do zrozumienia przeszłości miejsc, w których się znalazł. Był człowiekiem wrażliwym, a oprócz ludzi interesowała go natura, której piękno potrafił opisać dosłownie w kilku prostych słowach. Jego książka jest kolorową mieszanką historii państw, narodów i pojedynczych ludzi, opisów piękna i brzydoty miejsc oraz refleksji, które są wciąż aktualne i dają do myślenia.

Donikąd: podróże na skraj Rosji. Michał Milczarek

Michał Milczarek to człowiek wielu ścieżek. Jest absolwentem filozofii oraz doktorem rusycystyki. Chociaż zawodowo związał się przede wszystkim z tą drugą dyscypliną (wykłada w instytucie Filologii Wschodniosłowiańskiej UJ), to konsekwentnie uważa się przede wszystkim za filozofa. Do tej pory zajmował się zresztą głównie rosyjskimi myślicielami, czego efektem są dwie książki : „Z martwych was wskrzesimy. Filozofia Nikołaja Fiodorowa” oraz „ Drzewo życia. Fenomen Wasilija Rozanowa”.

Oprócz tego, a może przede wszystkim Milczarek - szczecinianin z pochodzenia i syn marynarza - od wczesnej młodości podróżuje i odwiedza miejsca nieoczywiste. Jeżdżąc po Rosji dotarł do niemal wszystkich podmiotów Federacji Rosyjskiej, w tym do Dagestanu, na Czukotkę i do zamkniętego Norylska (zatopionej w trujących oparach rosyjskiej stolicy niklu). Obozował z Nieńcami, ale też przemierzył autostopem Saharę jadąc z Polski do Mali i Senegalu. Fotografował słonie na Sri Lance i jako jeden z nielicznych odwiedził w pojedynkę Turkmenistan, kraj niemal tak samo zamknięty, jak Korea Północna. Ostatnio pojechał na Alaskę i Aleuty, aby z Ameryki popatrzeć na Rosję. Przy okazji poszukał pozostałości amerykańskich kolonii carów. Jako podróżnik i filozof lubi miejsca puste i jest „zafiksowany” na punkcie nicości.

Efektem tych doświadczeń, na kartach, których łączy się dusza podróżnika, filozofa i literata, są jego wpisy na Facebooku, felietony w „Tygodniku Powszechnym” i wreszcie najnowsza książka nosząc tytuł „Donikąd : podróże na skraj Rosji”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne pod koniec ubiegłego roku.

Autor zaczyna od swoich najwcześniejszych wspomnień, opowiada o dziecięcej fascynacji mapą, zdobywaniu atlasów i kontaktach z norweską pocztą. Opowiada o nastoletnich eskapadach na skraj Skandynawii, a następnie przechodzi do „mięsa”, do tytułowego skraju Rosji. Dzieląc się z czytelnikiem wspomnieniami z Kamczatki, Kołymy, Czukotki, Workuty, Norylska i Jakucji. Mistrzowsko przeplata humor z głęboką filozofią, miesza resztki radzieckiego imperium z duszą współczesnych mieszkańców Syberii. Maluje piękną, niejednoznaczną twarz Rosji i udowadnia, że jej azjatycka część to nie tylko łagry i drogi budowane na kościach zmarłych, ale też przyroda, kolory, śmiech i niezliczone paradoksy.

Pokazuje, co jest tam, gdzie teoretycznie niczego nie ma.
Amethystus Faradobus comes Mediolani OSMA
PRÆSES REI PVBLICAE BIALENICÆ, LEO WOLNOGRADIENSIS,
SEMPER SERENISSIMVS REX HIRSCHBERGIÆ ET WEERLANDIÆ,
SVLTANVS FARADOBAIORVM, DVX IARUSELIMÆ ETC. ETC.
[Obrazek: thumb_85_24_11_20_8_33_52.png]
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2020 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2020 Styl © iAndrew 2016-2020 Edit © Axwell 2017-2020