Ocena wątku:
  • 6 głosów - średnia: 2.83
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Temat I: Koncepcja połączenia Vaarlandu i Orientyki w jeden kontynent
#1
[Obrazek: 2pixz.png]


TEMAT I: Koncepcja połączenia Vaarlandu i Orientyki w jeden kontynent
/-/ Jego Wielkoksiążęca Mość i Eminencja
Wilhelm Jan Oranje-Nassau
[Obrazek: 2URap.png]
Odpowiedz

#2
Nie wiem, czy w innych państwach i w umysłach osób w tych krajach zrodziła się kiedykolwiek taka myśl, ale ostatnio, w związku z poszerzaniem się obszarów ziem niczyich na Orientyce i Vaarlandzie, myśl o tym, że oba kontynenty mogłyby jakoś zostać połączone w jeden obiekt geograficzny tej skali, jaką jest kontynent, pojawiła się w moim kraju. Przesłanek za tym rozwiązaniem jest co najmniej kilka, a wśród nich wymienić chcę:

  1. Brak jednoznacznie widocznych granic fizycznych między Orientyką a Vaarlandem - gdy spojrzymy na wschodnią strefę Mikroświata zobaczymy, że istnieją tylko dwie grupy lądów wyraźnie od siebie oddzielonych. Są to Nordata oraz Orientyka z Vaarlandem. Bliskie położenie Orientyki i Vaarlandu sprawia, że przynależność lądów pogranicza tych kontynentów mogłaby być dyskusyjna. Można by również uznać, że Orientyka i Vaarland (tak samo jak Morenika i Wirtuazja) to jeden wielki kontynent.
  2. Powiększające się ziemie niczyje - ten proces ma miejsce na obu naszych kontynentach, przy czym na Vaarlandzie ziemie niczyje znajdują się również w granicach państw niepodległych, co faktycznie zwiększa zasięg ich występowania. Zaraz wyjaśnię o co mi chodzi, wpierw wskazując, że kontynenty co do zasady istnieją po to, aby zrzeszać państwa lub terytoria zależne, ale zamieszkałe. Istnienie znacznych obszarów ziem niczyich mija się przecież z celem i istotą mikronacji. W dodatku w Mikroświecie nigdy nie było przypadku, aby istniał jakiś kontynent w całości lub większość nie podporządkowany politycznie jakimś państwom (tak jak w realu np. Antarktyda czy przez długi czas Afryka czy Australia). Tak więc kontynent to przede wszystkim ziemie podporządkowane jakimś państwom, a nie ziemie niczyje. Ponadto ziemie niczyje nie mogą być żadną wartością, gdyż nie da się z nimi prowadzić faktycznych interakcji. Do tego potrzebni są sąsiedzi. Opiszę to na przykładzie ZSKHiW oraz śp. Austro-Węgier. Państwa te w 2013 roku spierały się o to, czy ZSKHiW może z A-W graniczyć itd. Po upadku A-W ZSKHiW nie ma sąsiadów - nie ma więc ani z kim się spierać ani z kim współpracować. Nie ma z kim prowadzić interakcji sąsiedzkich, a jedyne co może robić w tej sprawie to animować fabułę na ziemiach niczyich. Wiele na tym samo ZSKHiW na pewno traci. Wystarczy tu powiedzieć, że w czasie konfliktu między tymi krajami w obu z nich była większa aktywność i liczba ludności niż dziś. Tego nam dziś najbardziej brakuje. Aktywności i ludzi, a nie ziem. Dlatego byłem przeciwnikiem prowadzenia inkorporacji ziem niczyich na Orientyce do istniejących państw. Takie rozwiązanie zostało jednak (moim zdaniem niesłusznie) zaadaptowane na Vaarlandzie, gdzie Rada Vaarlandu i Antyry albo kontroluje wszystkie ziemie niczyje (nie wiem po co) albo poszczególne kraje Vaarlandu przejmują ziemie po upadłych krajach jako własne. Dotyczy to w zasadzie tylko Skarlandu, który przejmował Estellę Wschodnią, Białogórę, Czarnogórę (Agurię), nie uzyskując z tego ani ludzi ani aktywności. Tak więc te trzy kraje zależne od Skarlandu to w zasadzie ziemie niczyje. Co więcej - minusy z tym związane zaczął dostrzegać JKM Norbert Catalan - Król Skarlandu, który rozważa porzucenie lub połączenie tych ziem. Dowodzi to więc, że sztuczna opieka nad ziemiami niczyimi jest raczej ciężarem niż korzyścią. Tak więc znaczny obszar ziem niczyich nie jest problemem, o ile nie zaczynają one dominować na kontynentach, gdyż wtedy zmniejszają interakcje pomiędzy państwami pozostałymi przy życiu. Ostatni przypadek zniszczenia Surmenii stanowi bowiem stratę, którą odczują sąsiedzi Surmenii: Elderland, Ciprofloksja, Trizondal. Te kraje straciły partnera lub wroga, dzięki któremu tworzyły jakiś procent swojej aktywności wewnętrznej. Stąd skłaniam się do koncepcji połączenia kontynentów i zebrania na jednym wszystkich tych państw, które przetrwały.
(-) Daniel von Witt
Lord Strażnik Koronny Elderlandu
delegat Królestwa Elderlandu na Szczyt Vaarlandu i Orientyki
Odpowiedz

#3
Stracić Srumunię jako sąsiada, to jakby stracić kurzajkę. Można dywagować, czy kurzajka jest pożyteczna i czy nasza aktywność wokół niej w jakiś sposób nie zajmowała naszego wolnego czasu. Można zastanawiać się, co dalej po stracie tej kurzajki. Tyle, że większość zdrowych psychicznie ludzi powie: No kurwa, nareszcie! i po tygodniu zapomni, że ją w ogóle miała.
Jego Administracyjność prof. dr hab. n. med. inż. Aleksander Hergemon-Euskadi, Przewodniczący Rady Państwa, I Książę Soljum, Suweren Nötkött
Odpowiedz

#4
Partnerzy lub wrogowie sprawiają, że masz szanse wykorzystać to do ruchu wewnętrznego, a tym samym poprawić aktywność i sytuację swojego kraju. Bodźce zewnętrzne są potrzebne. Interakcje są potrzebne. Osamotnienie kończy się śmiercią. To efekt domina. Z upadku każdego sąsiada, choćby był on wrogiem, nie należy się cieszyć. Elderland nigdy z Austro-Węgrami się nie przyjaźnił, ale ich upadek to problem nie tylko Austro-Węgier, ale i nasz, bo strata wroga odejmuje nam pole do aktywności i zmniejsza szanse przetrwania. Wszyscy to powinniście czuć i widzieć. Brak współpracy lub konfliktów (to bez znaczenia) sprzyja umieraniu. Widzi to na pewno Skarland, który dawniej musiał walczyć z całym kontynentem, a dziś, gdy jego wrogowie nie istnieją to sam balansuje na granicy życia i śmierci. Bo nie ma realnych wrogów. Każdy kraj, który traci sąsiada, a w to miejsce nabywa ziemie niczyje powinien odczuwać niepokój dla swojego bezpieczeństwa większy, niż gdyby ten upadły kraj groził mu lub prowadził z nim wcześniej wojnę.

(-) Daniel von Witt
Lord Strażnik Koronny Elderlandu
delegat Królestwa Elderlandu na Szczyt Vaarlandu i Orientyki
Odpowiedz

#5
Od paru lat nie było żadnej aktywności związanej ze Srumunią. Co więcej, większość ich zagrań była ignorowana, bo to po prostu nie był dla nas partner do rozrywki. Więc nie dorabiaj ideologii do sytuacji, której nie rozumiesz.
Jego Administracyjność prof. dr hab. n. med. inż. Aleksander Hergemon-Euskadi, Przewodniczący Rady Państwa, I Książę Soljum, Suweren Nötkött
Odpowiedz

#6
Chyba Pan się myli, bo to Ciprofloksja zawarła z Surmenią traktat, stała się jej częścią (co podobno odbyło się nielegalnie, o czym mi Pan pisał w innym miejscu), sam był Pan aktywny w Surmenii jakiś czas, teraz z kolei Ciprofloksja toczyła z nią jakieś walki. I nagle, decyzją jakiegoś Surmeńczyka koniec. Nie macie odwiecznego wroga, więc kolejnego będziecie musieli szukać na Księżycu. Ale nie w tym tu rzecz. Rzecz w tym, że większe skupisko państw to większa aktywność. Graniczenie z ziemiami niczyimi, na powstawanie których nie mamy wpływu (bo nikt z nas Surmenii nie namawiał, aby się zdetonowała), w niczym nam nie pomoże. Im większe zagęszczenie tym lepiej.

(-) Daniel von Witt
Lord Strażnik Koronny Elderlandu
delegat Królestwa Elderlandu na Szczyt Vaarlandu i Orientyki
Odpowiedz

#7
Samo założenie poszukiwania wrogów jest ustatkowaniem się w pierwszych latach istnienia organizmu.
W krótkim okresie, skupiając się na szczegółach, a nie widząc szerszej wizji.. co może
budować podejście do nowych pomysłów prócz zamętu, kłamstwa i upadku?

Faktem jest, że nuda zabija mikronacje, ale w naszych realiach wywodzi się tylko z tego
właśnie egocentryzmu i "czucia". Czucie zostawmy cielesnym przyjemnościom. Nie
chcę oglądać filmu pornograficznego o polityce na Orientyce. Może ktoś woli inaczej Smile

Przy obecnej degradacji Orientyki, a generalnie braku przedstawienia konkretów odnośnie realnych
działań prócz przeprowadzenia pędzlem na mapie, a braku komunikacji na podstawowym poziomie!
To jest po prostu zawirowaniem.
Czy problemem jest współpraca? Czy jej brak?

Sposób komunikowania winien być nastawiony na wspólne akcje, a nie poszlaki "świetności", która
mizerna zniknie, o ile istnieje.
Adam Simon Peterelli von Landsbergen
Król Trizondalu
Odpowiedz

#8
Skoro Arcyksiążę wywołał temat ZSKHiW wypada, abym się odezwał. Do dziś pamiętam wspaniałe austriackie motory, które dawały świadectwo potężnej mocy. I wtedy też nasza delegacja zapragnęła zostać sąsiadem Austro-Węgier. Wsiedliśmy na motor, odpaliliśmy świece, puściliśmy sprzęgło i nasza maszyna ruszyła w stronę Budapesztu, gdzie w 2012 roku odbywał się szczyt podobny do tego. Wtedy nie dopuszczono nas na jego obrady. Dziś prowodyrzy tego haniebnego zachowania, Austro-Węgry dobry Mortuusa i Orda Śledziowskiego (zwana niekiedy Victorią), zakończyli swoją drogę pod górę. Niby powinniśmy się z tego cieszyć i po części tak jest, ale chyba głównie w hołdzie dla dokonań i ofiary poprzednich pokoleń monarchosocjalistów.

Niewątpliwie brak sąsiada jest po prostu nudny. Potwierdzą to wszyscy widzowie pewnej słynnej czeskiej bajki, którą za sprawą zasięgu rakuskiej telewizji odbieramy także my w Guberni Zachodniej. Niby planujemy z braterską troską zaopiekować się rejonem Krakau, ale to nadal będzie zabawa jednostronna, swego rodzaju polityczna masturbacja, a patrząc na to, że dopiero co w Czechach widziano bandy surmeńskie to jakoś jednak się odechciewa... Mimo to chętnie zobaczylibyśmy w naszej okolicy jakiś twór państwowy. Aż chce się powiedzieć nielicznym młodym przedstawicielom mikronautów: Orientyka - tu jest Wasz dom! I dobrze się stało, że są wśród nas przedstawiciele Sławonii, Grapenii, z Vaarlandu także Santery. Wy nie mieliście większych problemów z dołączeniem do tego grona, co jest niewątpliwie rzeczą pozytywną, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Koncepcja połączenia kontynentów jest radykalna, ale nie na tyle, aby powiedzieć jej od razu "nie". Oczywiście dużo chętniej widzielibyśmy za naszą granicą, jak już nadmieniłem, jakąś nową mikronację, ale obecnie nawet na jojo panuje deficyt. Socjalistyczne Królestwo jest więc w stanie dopuścić do połączenia, pod warunkiem zachowania pewnych realiów polityczno-historycznych nadmorskie (Żuławy oddzielone od części śródlądowej, przestrzenie na wschodzie najpewniej dalej będziemy uważali za Dzikie Ordy). Problemem jest jednak brak aktywnych mieszkańców w poszczególnych państwach, a w takiej sytuacji zjednoczenie kontynentów na pewno nie będzie dostatecznym remedium.
Ametyst z rodu Faradobusów
BARDZO WSPANIAŁY KRÓL HIRSCHBERGII I WEERLANDU
SEKRETARZ GENERALNY WIELKIEGO STERNIKA, LEW WOLNOGRADU
OJCIEC OJCÓW, PASTERZ PASTERZY, SĘDZIA V-ŚWIATA ETC.
[Obrazek: thumb_85_11_06_19_10_57_06.png]
Odpowiedz

#9
(26.02.2017, 16:51:54)Daniel von Witt napisał(a): Nie macie odwiecznego wroga, więc kolejnego będziecie musieli szukać na Księżycu.

Mało my mamy wrogów? By daleko nie szukać: Rotria Big Grin A dalej Sarmacja.

(26.02.2017, 16:51:54)Daniel von Witt napisał(a): Im większe zagęszczenie tym lepiej.

Im większe zagęszczenie, tym większa szansa na patologię. Ja nie jestem z góry na nie, ale jak mam sąsiadować z jakąś yoyonacją, to już wolę mieć ziemie niczyje wokół siebie.
Jego Administracyjność prof. dr hab. n. med. inż. Aleksander Hergemon-Euskadi, Przewodniczący Rady Państwa, I Książę Soljum, Suweren Nötkött
Odpowiedz

#10
Cytat:Samo założenie poszukiwania wrogów jest ustatkowaniem się w pierwszych latach istnienia organizmu.
W krótkim okresie, skupiając się na szczegółach, a nie widząc szerszej wizji.. co może 
budować podejście do nowych pomysłów prócz zamętu, kłamstwa i upadku?
To nie jest założenie poszukiwania wrogów, tylko poszukiwania pobudek do interakcji między państwami, a te są możliwe wtedy, gdy państwa ze sobą sąsiadują, a nie z ziemiami niczyimi. Wiadomo jest też, że przy różnorodności państw, ich interesów to będą występować zarówno partnerstwa jak i konflikty. To nieuniknione i bardzo pożądane. Posiadanie sąsiadów działa na wyobraźnię i skłania do wchodzenia z nimi w różne relacje. I to jest wartość. Jednak gdy państwa sąsiadują z ziemiami niczyimi trudniej o takie relacje, o czym pisze JKM Ametyst.
Cytat:Przy obecnej degradacji Orientyki, a generalnie braku przedstawienia konkretów odnośnie realnych
działań prócz przeprowadzenia pędzlem na mapie, a braku komunikacji na podstawowym poziomie!
To jest po prostu zawirowaniem.
Jak wyżej wspomniałem: mapa działa na wyobraźnię i skłania nas do relacji z państwami, z którymi sąsiadujemy. Wystarczy spojrzeć na mapę, by widzieć, że np. Skarland ma mniej więcej taką samą odległość do Winków i Garapenii co do RON, a jednak to z Rzeczpospolitą współpracuje, gdyż... oba państwa leżą na jednym kontynencie, choć fizyczne odległości między nimi są zbliżone. Mapa potężnie działa na wyobraźnię.

Mówi Pan również o braku konkretów do realnych działań, więc zapytam, czy takowe konkrety przedstawi Trizondal?

(-) Daniel von Witt
Lord Strażnik Koronny Elderlandu
delegat Królestwa Elderlandu na Szczyt Vaarlandu i Orientyki
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości


Silnik forum © MyBB 2002-2019 Polskie tłumaczenie © MyBB PL 2007-2019 Styl © iAndrew 2016-2019 Edit © Axwell 2017-2019